20180113 GFPoint kategoria ADVENTURE II miejsce SGO

Moja przygoda z GF pointem zaczęła się już w środę przed startem. Zaczynam grypą i to całkiem ostrą. Czwartek gorączka, pisałem testament. Dalej piątek nie jest lepiej. Dzwonie do chłopaków i mówię:
- Nie dam rady musicie startować w 3.
- Nie pierdziel, jak padniesz to cię poniesiemy.
- eeee ok

namówili pojechałem

 

650 kilometrów z Gdańska w Góry Suche zleciało względnie szybko. Na miejscu byliśmy około 22:00. Spotkaliśmy się z Rogiem otrzymaliśmy numer startowy i zaczęliśmy przygotowywać szpej przed porannym startem . Było trzeba ogarnąć 10 kilo w plecaku i to było wyzwanie.
Moim obciążeniem była gaśnica i trójkąt ostrzegawczy z naszej fury. Z kamizelką czy repliką nie było takiego problemu bo wszystko w standardzie ważyło ponad normę. Przed 0:00 startowali chłopacy z kategorii Team. Niko ogarnął im lonże, powymienialiśmy się czym tam było trzeba, przybiliśmy piątki i tyle ich widzieli. Pogadaliśmy o życiu i śmierci i zostało 5 godzin na inny istotny aspekt egzystencji: sen.

27480177_1936486166380174_1982619861_o

Start godzina 8:00. Pierwszym zadaniem było dostać się do FOB w pobliskiej miejscowości. Ruszyliśmy z pełną parą. Rogu nadawał tempo. Na miejscu zastaliśmy pierwsze elementy fabularne. Było to kino, w którym wyświetlano zapętlony filmik. Przedstawiał on dowódcę wprowadzającego nas w sytuację w okolicy.
Adventure to był debiut. Nasza kategoria była czymś zupełnie nowym. Nie wiedzieliśmy czego tak naprawdę się spodziewać. Na mapie nie było regularnego oznaczenia punktów. Były natomiast zagadkowe nazwy które później okazały się logiczną układanką.
Zaczęło się niewinnie. Rozpoznanie i zebranie informacji od agentów przebywających w mieście. Było ich trzech w tym jeden celowo wprowadzał w błąd. Poszło gładko. Następnie ruszyliśmy w góry. Pierwsze podejścia. Celem była chatka pustelnika, której znalezienie okazało dosyć uciążliwe. Nadrobiliśmy kilka stromych podejść, straciliśmy kupę czasu. Morale podupadło ale przyspieszyliśmy. Od teraz biegiem! Trzeba odrobić straty.
Cała fabuła polegała na rozszyfrowywaniu zagadki partyzantów, niemieckiego laboratorium i oddziału „koalicji”, który zaginął na pobliskich terenach. I tak na naszej drodze spotykaliśmy szurniętego doktora, belfra, turystki, myśliwego, radiooperatora. W każdym z tych punktów wypełnialiśmy zadanie. Najciekawszym było zlikwidowanie oddziału bojowego, który przeszedł na stronę partyzantów. Była to potyczka ASG. Skradaliśmy się pod pozycje wroga gdy nagle doskoczył do nas team SGO Wrocław. Byliśmy w sile dwóch fireteamów, zgrani jak jeden organizm. Easy.
Kolegów z Wrocławia spotkaliśmy również przy ataku na ostatnie dwa punkty które znajdowały się na najwyższym szczycie. Była rywalizacja, był wzajemny doping. Chcieliśmy by wszyscy dotarli na szczyt.
Na mecie byliśmy już po zmroku. Fizycznie na metę dotarliśmy jako trzeci ale drugi zespół nie wykonał ostatniego zadania. Mamy to, debiut w kategorii Adventure Jesteśmy drugą najlepszą drużyną.
Największe rozczarowanie nadeszło podczas podsumowania wyników. Organizator omyłkowo przyznał drugie miejsce drużynie, która nie wykonała głównego zdania. My zostaliśmy na miejscu 3 ale nie było z nami SGO WORT, którzy deptali nam do końca po piętach i zasługiwali by być tam z nami na pudle. Sytuacja się wyjaśniła, organizator się ogarnął ale niesmak pozostał.

27537073_1936486016380189_1535666268_o

Ogromne gratulacje należą się również niezawodnym chłopakom z TEAM, którzy po raz trzeci z  rzędu wywalczyli z1 miejsce i Dangerowi, który w kategorii PRO zajął miejsce 2.
Podsumowując 35 km po górach suchych dało nam w kość, ale byliśmy zadowoleni. Cel osiągnięty a ja wyzdrowiałem. Dobra atmosfera i górskie powietrze robi robotę!

 

Relacja: Kruk (SGO Gdańsk)

Zespół:

Rogu (Wrocław)

Kruk (Gdańsk)

Niko (Gdańsk)

Skoczek (Gdańsk)

Copyright © 2010 - 2013 Formacja SGO | Projekt i wykonanie: www.ithold.co.uk | Kontakt: kontakt@formacjasgo.pl