Prawidłowa obsługa broni krótkiej z SGO SEC

Poniższy tekst nie jest zamierzony jako jedyna wykładnia tematu, zawiera jednak wiedzę zebraną od kilku poważnych instruktorów i użytkowników. Podane procedury stosuje się przy obsłudze broni ostrej, więc z punktu widzenia typowego gracza asg jest to wiedza absolutnie zbędna, natomiast może skorzystają zwolennicy realizmu i osoby marzące o własnej broni, w takich przypadkach pewien zakres wiedzy i umiejętności jest mile widziany.
Zwłaszcza w przypadku broni krótkiej, której specyfika obsługi odbiega trochę od jednostek cięższych, a opanowanie w stopniu zadowalającym jest trudne i wymaga regularnej pracy, nie mówiąc o poziomie eksperta. Ilość czynników wpływających na oddanie celnego strzału z pistoletu jest wielekroć liczniejsza niż w przypadku karabinka, co sprawia że temat jest długi i dyskusyjny, gdyż metod wiele.
Wszystkie poniższe przykłady pozwalam sobie omawiać z pozycji osoby praworęcznej, osoby leworęczne muszą to tylko obrócić po swojemu.

 

Po pierwsze – za co i jak trzymać.

 

Trzymamy oczywiście za rękojeść, natomiast bardzo istotne jest jak jak to robimy. Chwyt powinien być pewny, ale niezbyt mocny, tylko na tyle aby pistolet w momencie oddawania strzału nie uciekł z ręki. Wiele osób kurczowo zaciska dłoń/dłonie dobywając pistoletu, potem ze zdumieniem odkrywając że nie trafili żadnym wystrzelonym pociskiem. Czemu? Napięte mięśnie przedramion powodują drgania całych rąk, dodatkowo zaciśnięte dłonie „siłują się” ze sobą o miejsce na rękojeści co powoduje minimalne przesuwanie się jednostki w chwycie. W sytuacji kiedy używamy pistoletu (jeden punkt podparcia, krótka i mniej stabilna droga celowania, krótka lufa, niska masa samej broni przy stosunkowo dużym odrzucie – dla porównania w karabinku lub pm: trzy punkty podparcia, długa lufa, masa, wygodna i stabilna linia oko-przyrządy-cel) każde, nawet minimalne odchylenie od osi poważnie wpłynie na skuteczność oddanego strzału.

Prawa ręka powinna wygodnie i pewnie objąć rękojeść pistoletu, jak najwyżej jest to możliwe. Chyba wszystkie nowoczesne pistolety posiadają odpowiednio wyprofilowany górny koniec rękojeści zapobiegający przypadkowemu chwytowi w linii skoku zamka, więc właśnie jak najwyżej tego profilowania należy chwytanie uskutecznić.

Lewa dłoń obejmuje rękojeść od przodu, częściowo przykrywając palce prawej. Kciuki chowamy lub prostujemy jak najbardziej wzdłuż korpusu  i zamka, metod jest kilka, należy dobrać dla siebie najwygodniejszą. Osobiście polecam tę z wyciągniętymi kciukami, które dodatkowo ładnie stabilizują nam broń w pionie. Nie polecam natomiast patentu, który często widuje się u różnych osób polegającego na oparciu lewego palca wskazującego na kabłąku spustu. Ma to jakoby stanowić dodatkową kontrę dla podrzutu w momencie strzału, ale skuteczność tej metody jest mocno dyskusyjna. Znika też w momencie jeśli mamy podwieszoną latarkę lub laser, a w przypadku pistoletów o naprawdę krótkich lufach istnieje ryzyko, że w ferworze oprze się ów palec o wylot lufy (sic!).

Lewa dłoń NIE TRZYMA jednostki jako taka. Jej głównym zadaniem jest dodatkowa stabilizacja i kontrowanie podrzutu broni.

 

Po drugie – praca językiem spustowym.

Prawdopodobnie najważniejszy element w obsłudze broni krótkiej. Odbija się na wszystkich wymienionych wcześniej czynnikach, gdyż ściąganie spustu powoduje pracę dłoni, pracę mięśni rąk,  ruch rąk, ruch jednostki, odchylenia linii celowania.

Żeby zminimalizować te reakcje poleca się w momencie oddawania strzału wstrzymać oddech (dotyczy także broni długiej). Natomiast w kwestii samej czynności – język spustowy ściągamy delikatnie i jednostajnie, strzał powinien „zaskoczyć” strzelca, tzn. nie powinniśmy poczuć momentu zrzucenia sprężyny iglicy/kurka. Nie opiera się na spuście całego palca, powinien go dotykać tylko czubek opuszka palca wskazującego, a także należy starać się w trakcie ściągania nie ocierać innymi częściami palca o kabłąk spustowy lub korpus broni.

Oczywiście palec trzymamy na spuście tylko w momencie, kiedy jesteśmy pewni chęci oddania strzału i mamy cel przed sobą. W każdym innym wypadku palec powinien spoczywać spokojnie na korpusie pistoletu, poniżej linii zamka.

Po trzecie – w samo południe, czyli jak dobyć i przeładować.

Szybkie i sprawne dobycie jednostki z kabury jest kluczowym warunkiem do skutecznego oddania strzału. Ważne jest zachowanie równowagi ciała i dobre osadzenie naszego środka ciężkości, przyjęcie odpowiedniej postawy strzeleckiej (temat postaw zostanie poruszony w osobnym artykule). Przy czym nie mówię tu o sytuacji „szybko dobądź, szybko strzel”, proponowałbym schemat „błyskawicznie dobądź, spokojnie wyceluj”.

Dobrym patentem na sprawne dobycie jednostki jest przesunięcie ręką po własnym ciele w drodze do kabury. Odgarniamy w ten sposób potencjalne „przeszkadzajki”, które mogłyby utrudnić nam wyjęcie pistoletu, mniejsze ryzyko jest też, że ominiemy rękojeść broni, co wcale nie jest takie trudne kiedy próbuje się to zrobić metodą „na pikującego jastrzębia” ;) czyli szybko narzucając dłoń z góry.

Broń dobywamy po osi kabury, aby nie zahaczyć lufą lub muszką o elementy tejże, co mogłoby nas rozbroić już na wstępie.

 

Rękę z bronią prowadzimy poziomo na środek klatki piersiowej. Dokładamy lewą dłoń mocno ujmując zamek  podchwytem (kciuk z góry, palce od spodu) w jego tylnej części, następnie WYPYCHAMY rękę z bronią przed siebie, ustawiając pistolet pionowo (najczęstszy błąd na tym etapie to ciągnięcie zamka do siebie – kończy się to przeładowaniem na wyciągniętych rękach co ma fatalny wpływ na jakość chwytu broni – ciężko jest bowiem pociągnąć zamek do siebie ręką już trzymaną niemal przy ciele, zwyczajnie brak na to miejsca ).

Przeładowanie nachwytem zostawmy na osobny temat, jest to technika raczej do bardzo bliskiego kontaktu, jeśli nie musimy lepiej trzymać się bezpieczniejszej, pewniejszej wersji.

Dokładamy lewą dłoń wg wcześniejszego opisu.

Celujemy.

Jesteśmy gotowi do otwarcia ognia.

Procedura jest uproszczona dla osób noszących przeładowaną jednostkę, nie muszą one oczywiście wykonywać manewru przeciągania zamka broni. Nabita i przeładowana broń w kaburze to jest jednak temat na zupełnie inną dyskusję.

 

Po czwarte – co zrobić kiedy jednak nie strzelamy, czyli „gaszenie” i transport.

 

Co zrobić jeśli opuściły nas mordercze zamiary lub dotknął nas brak celu? Wygasić jednostkę, innymi słowy przejść do postawy nieofensywnej. Manewr ten polega po prostu na zgięciu i przyłożeniu rąk do ciała. Nie zmieniamy chwytu na broni, ręce ugięte w łokciach umieszczają pistolet na wysokości klatki piersiowej. Ten manewr będzie się powtarzał bardzo często przy innych okazjach takich jak kontrola komory, wymiana magazynka, kontrola otoczenia czy po prostu poruszanie. Zdecydowanie proponuję zarzucić wzorce z amerykańskich filmów o policjantach, gdzie postacie wdzięcznie przemykają z pistoletami w wyciągniętych przed siebie rękach lub malowniczo trzymając jednostkę na wysokości własnej głowy. Dlaczego – primo, mniej męczą się ręce więc dłużej będziemy mogli sprawnie ich użyć (powtórzę się, zmęczenie rąk, drganie mięśni, minimalne ruchy broni wpływające na celność). Secundo – nie rozbroi nas przeciwnik lub co gorsza framuga od drzwi, bo mając broń blisko nie zahaczymy nią o nic i utrudniamy chwytanie jej oponentowi, a w każdej chwili możemy i tak odpowiedzieć ogniem (temat walki pistoletem w krótkim dystansie również zostanie poruszony w osobnym materiale). Tertio – tak jest po prostu wygodniej, niedowiarków zachęcam  do spróbowania.

Transport dobytej jednostki możemy prowadzić dwojako – „zgaszony” i „bojowo”.

Powyżej opisałem wersję bojową, kiedy jesteśmy nastawieni na możliwość otwarcia ognia. W tej postawie, broń mimo że trzymana blisko, skierowana jest lufą do przodu w kierunku potencjalnego przeciwnika. Można otworzyć ogień nie prostując rąk, celując „po lufie” będącej wtedy w osi naszego ciała.

 

W wersji „zgaszony” zmiana jest tylko taka, że przekrzywiamy chwyt na tyle by lufa mierzyła w bok i w ziemię, znajduje to zastosowanie w tłumie lub szykach bojowych, kiedy celowanie w plecy poprzedzającego nas kolegi nie jest najlepszym pomysłem. Najprościej zastosować w tym przypadku brazylijską technikę SUL.

Po piąte – Bam! Bam! I co dalej?

Przybyłem, dobyłem, wystrzeliłem. Jak postępować dalej w takiej sytuacji?
Najpierw kontrola celu – dobrze jest sprawdzić czy faktycznie trafiliśmy.
Następnie  – kontrola komory, upewniamy się że broń nie doznała zacięcia i nadal możemy prowadzić ogień.
Potem – ponowna kontrola celu (a nuż wstanie?), oraz kontrola otoczenia – sprawdzamy dokładnie czy odparty cel był jedynym, czy jesteśmy już bezpieczni.
Wszystkie powyższe czynności wykonujemy w postawie „zgaszony, bojowy”.

 

Uprzedzając potencjalne protesty – owszem, można i niektórzy tak właśnie to robią, w postawie aktywnej czyli na wyprostowanych rękach, tak jak zostajemy po oddaniu ostatniego strzału.

W takim wypadku opuszczamy trochę ręce aby dostrzec cel, a kontrolę komory przeprowadzamy podnosząc nieznacznie lufę do góry, by wyraźnie widzieć górną płaszczyznę zamka.

 

Dlaczego oponuję przeciw tej metodzie – męczy ręce (drgania mięśni itd…), ponadto jesteśmy  dużo bardziej widoczni niż w postawie zgaszonej, a także jeśli nagle zajdzie konieczność ponownego otwarcia ognia to gwałtowne poderwanie rąk na cel (w górę) prawie na pewno spowoduje nam zgórowanie strzału, co nie powinno mieć miejsca przy ponownym wprowadzeniu jednostki na cel z postawy zgaszonej.

 

Po szóste – koniec przedstawienia, chowanie broni.

Teoretycznie nic prostszego. Cel zlikwidowany, nie trzeba się spieszyć. Racja. Ale jeśli można lepiej?

Broń chowamy do kabury dopiero po wykonaniu czynności opisanych w punkcie piątym powyżej. Jedynym usprawiedliwieniem może być ekstremalna, bezpośrednia sytuacja bojowa, gdzie pewne rzeczy schodzą na plan dalszy (słynna scena z „Helikoptera w ogniu”, dwóch ostrzeliwujących się snajperów). W sytuacjach trochę mniej ekstremalnych lepiej zachować pewne schematy, które ułatwią nam ogólne wykorzystanie naszej jednostki.

Chowając pistolet róbmy to tak, jakbyśmy nadal oczekiwali zwrotu akcji, pozwoli to nam w razie tego zaoszczędzić cenne sekundy, które musielibyśmy znów poświęcić na przybranie postawy i dalsze czynności.

Do ostatniej chwili trzymajmy oczy na celu, ewentualnie przepatrujmy otoczenie. Wiele osób ma nawyk patrzenia w kaburę w trakcie chowania pistoletu, jakby nie byli pewni czy trafią we właściwe miejsce. Wykorzystajcie drugą rękę, przecież jest wolna, można namierzyć nią kaburę i jej wlot, prawa ręka na ogół bez problemu podąża za lewą.

 

Dobrym pomysłem podczas wsuwania pistoletu na miejsce jest przytrzymanie tylnej płaszczyzny zamka kciukiem, pozwoli to uniknąć przeładowania broni jeśli zahaczymy lufą bądź zamkiem o krawędź kabury. W przypadku replik jest to nagminne ze względu na słabą sprężynę powrotną, ale i ostry egzemplarz można niechcący tak przeładować.

 

Procedury obsługi awarii i przeładowań pojawią się w osobnym artykule.

 

Autor:

Czerstwy (dowódca SGO SEC)

Formacja SGO

Copyright © 2010 - 2013 Formacja SGO | Projekt i wykonanie: www.ithold.co.uk | Kontakt: kontakt@formacjasgo.pl