20190201 Szkolenie z działań nieregularnych

Skrót informacji w meldunku SALTR:

SITUATION Członkowie SGO Śląsk, SGO Szczecin, SGO Wrocław, SGO Poznań wzięli udział w szkoleniu specjalistycznym z weteranami JW Komandosów z zakresu działań nieregularnych.

ACTION Szkolenie obejmowało fabularnie powiązane misje w zakresie operacji specjalnych (DA, HR, HRA, CSAR, HRO)

LOCATION Dobromierz

TIME 011000FEB19-031600FEB19

REACTION

Moja bazowa odpowiedź na pytanie czy wezmę udział w szkoleniu brzmi: tak (takie moje nieudolne tłumaczenie angielskiego idiomu “my default answer is: yes”). Tak też się stało w przypadku szkolenia z działań nieregularnych organizowanego przez WIR SOF MED, które okazały się być bardziej warsztatami, niż kursem czy szkoleniem ze wspomnianej tematyki.

Być może to co powiem zabrzmi trochę osobliwie, ale dominującym wrażeniem po warsztatach było coś w stylu “dawno tak dobrze się nie bawiłem”. Szkolenie zapadło w pamięć między innymi poprzez rys fabularny, gdzie każde kolejne rozkazy były ze sobą powiązane ciągiem przyczynowo – skutkowym. Efekt immersji potęgowany był tym, że mimo, iż sama sytuacja strategiczna rozwijała się w sposób liniowy, to sposób realizacji każdego rozkazu pociągał za sobą pewne wydarzenia i konsekwencje które pomagały lub utrudniały wykonanie kolejnych zadań.

Szkolenie było symulacją budzącą skojarzenia z grą militarną (milsim), która przeplatana była serią prezentacji / wstępów teoretycznych jeśli chodzi o działania nieregularne, a także serią retrospektyw po wykonaniu każdego rozkazu, gdzie instruktorzy omawiali podjęte przez nas decyzje oraz sam sposób realizacji.

Rozpoczęliśmy od zgrupowania się w kompleksie budynków posakralnych zlokalizowanego na terenie Dobromierza, a sam teren działań obejmował samo miasteczko oraz pobliskie tereny zielone. W szkoleniu uczestniczyło około 20 osób podzielonych na FOB oraz OPFOR, gdzie w mnie w udziale przypadło zasilenie załogi tego pierwszego.

Jeszcze zanim znaleźliśmy się w Dobromierzu, dowódcy poszczególnych sekcji upewnili się, że poszczególni członkowie oddziału dostarczą uzupełniony ISOPREP (rzecz, która między innymi przez brak ustandaryzowanego podejścia zemściła się na nas w trakcie przeprowadzanej symulacji) oraz przygotują się odpowiednio sprzętowo indywidualnie oraz jako grupa.
To pierwsze oczywiście oznaczało odpowiednie repliki / trenażery, radia, IFAKi, itd. To drugie wynikało z funkcjonowania samego FOBu, gdzie niezbędny był odpowiedni sprzęt komputerowy w postaci laptopów, drukarek wykorzystywanych w celu tworzenia materiałów dla celów OPORD, sprzęt zapewniający łączność z patrolami (radiostacja + odpowiednio silna antena), sprzęt medyczny dla właściwego wyposażenia Trauma Roomu and so on.

W sumie w trakcie szkolenia zrealizowaliśmy 4 rozkazy:

Rozkaz #1 – Patrol oraz QRF.

Po zakończeniu części teoretycznej, nasze dowództwo (które w ramach symulacji przesłało nam rozkazy “zdalnie”, a w trakcie szkolenia odgrywane było przez naszych instruktorów) przysłało nam pierwszy rozkaz (WARNO) oraz poinformowało nas o ramach czasowych, zdefiniowanych dla realizacji samego rozkazu. Dowódca TOC – Suchy – po ustaleniu rozpiski patroli przydzielonych do pilnowania naszej bazy, podzielił pozostałych dostępnych mu ludzi na sekcje opracowujące poszczególne elementy rozkazu OPORD. W ramach planowania operacji analizowaliśmy mapy terenu działania, informacje dostarczone przez nasz zwiad, wywiad, ekspertów (ponownie; w te role wcielali się nasi instruktorzy) oraz niemalże masowo produkowaliśmy noty RFI, za pomocą których komunikowaliśmy się z naszym dowództwem.

Dalej pozostała nam już tylko: “opublikowanie” rozkazu oraz jego realizacja… w wyniku czego, pojawili się pierwsi “ranni” po stronie sił FOB, a także pojawiły się pierwsze przemyślenia co do potencjalnych usprawnień w działaniu naszego zespołu (wliczając w to te omówione w trakcie retrospektywy przez instruktorów, jak i te, które przyszły nam do głów przez kolejne dni, po zakończeniu warsztatów).

Poczynając od rzeczy małych takich jak zakładanie rękawiczek jednorazowych pod rękawiczki taktyczne przed samą akcją (zasada rescuer safety first; TCCC); przechodząc do rzeczy większych takie jak (błędy typu) ucieczka przeciwnikowi przez otwarty teren lub zrywanie tego kontaktu bez należytego wykorzystania naturalnych osłon jak i kończąc na tych o znaczeniu bardziej strategicznym – wykorzystanie działającego w obrębie FOB sił QRF czy też w ramach samej symulacji: wykorzystanie CAS.

Rozkaz #2 – Zatrzymanie podejrzanego / przesłuchanie / działanie low profile.

Kolejny etap to rozkaz pojmania osoby podejrzanej o współpracę z wrogimi siłami; jak się okazało był to element warsztatów do którego byliśmy przygotowani najmniej. Standardowo zaczęliśmy od otrzymania briefingu ze strony naszej “góry” a następnie przeszliśmy do pracy zespołami przy laptopach oraz do masowej produkcji eReFaJek. Po opracowaniu rozkazu wydzielone osoby pozbyły się zbędnego szpeju i kamizelek i przebrały się w cywilne ciuchy, po czym udały się w określone części Dobromierza, gdzie jak donosił nasz wywiad, nasz cel miał udać się na spotkanie z wrogim elementem.

W rolę podejrzanego wcielił się jeden z instruktorów, który w pewnym momencie wziął mnie na stronę by w tajemnicy przed uczestnikami szkolenia doposażyć się w dodatkowe repliki/trenażery, które następnie skrzętnie poukrywał. Miało to na celu sprawdzenie naszych procedur, gdzie jedną z podstawowych spraw jest odpowiednie przeszukanie przechwytywanego celu – podejrzanego, zanim przetransportuje się go do TOK/FOB.

Rys fabularny zakładał, że nasz podejrzany to osoba uzależniona od przyjmowania określonych leków, ratujących tej osobie życie. Informacja dostarczona przez nasz “wywiad” miała być naszym point of leverage w dalszych negocjacjach z przechwyconym celem, który ostatecznie miał nam wyjawić szczegóły odnośnie funkcjonowania lokalnej partyzantki, która mieliśmy zwalczać.

I jakkolwiek sama procedura przechwytywania osoby która podejrzewaliśmy o współpracę z wrogim elementem zrealizowana została przez nas w kanonie “chu… ekhm, słabo, ale stabilnie”, tak okazało się, że jesteśmy kompletnie nieprzygotowani na pracę z pojmanym przeciwnikiem i pozyskiwaniem cennych informacji operacyjnych.

Do tego stopnia, że w pewnym momencie symulacja przesłuchania przerodziła się w symulację resuscytacji pojmanej osoby. Instruktorzy nie dali nam żadnej taryfy ulgowej, gdyż jak się potem okazało jedynym akceptowalnym sposobem wybrnięcia z tej sytuacji i utrzymaniem przy życiu więźnia było kolokwialnie mówiąc sprawne przeprowadzenie wkłucia i założenia instruktorowi “motylka” w celu sprawnego podania leków, od których wedle fabuły uzależniony był nasz cel.

Naturalnie, nie poszło to nam najlepiej, a przesłuchiwany z naszą niemałą pomocą oczywiście, kopnął w kalendarz.

Rozkaz #3 – CSAR. Poszukiwanie i odzyskanie pilota zestrzelonego F16

Co “za wspaniałą akcja!” – instruktorzy nie szczędzili nam pochwał ani wyrazów “uznania” w trakcie retrospektywy misji numer #2 a popełnione błędy miały się na nas zemścić niedługo później. Kolejny rozkaz i kolejny problem do rozwiązania. Okazało się, że w rejonie naszego działania został zestrzelony samolot F-16, a naszym głównym celem stało się dotarcie crash site zanim zrobi to nasz przeciwnik.
Naturalnie, zespoły ponownie przystąpiły do pracy, która została przekuta w odpowiedni rozkaz: z TOCu wyruszył oddział mający za zadanie przejęcie i opanowanie crash site’u. Wyprawie tej towarzyszył przynajmniej jeden instruktor, który na bieżąco poprawiał niektóre (te szczególnie złe) elementy naszego działania. Była noc i poruszanie się po nieznanym, momentami bagnistym terenie nieprzyjaciela skutecznie opóźniała działania grupy ratunkowej. Jedyna istotna przewaga jaką mieliśmy nad przeciwnikiem to termowizja.

Dotarliśmy do miejsca rozbitego F-16. Termowizja pozwoliła nam uniknąć zaskoczenia, gdyż przeciwnik już na nas czekał. Mimo obecności przeciwnika i w pewnym momencie rozpoczętej wymiany ogniowej udało nam się nie dopuścić aby elementy wraku F-16 wpadły w ręce wroga.
Wroga partyzantka również odniosła sukces gdyż jako pierwsza dotarła do pilota, którego wzięła w niewolę. Wróciliśmy do naszego Fob, bez strat własnych, ale za to w nienajlepszych nastrojach.

Rozkaz #4 – DA – Odbicie zakładnika

Naturalnie, po misji CSAR miała miejsce kolejna retrospektywa, usłyszeliśmy też kolejne “pochwały” ze strony instruktorów. Umówiliśmy sobie też “dlaczego nie zostawiamy swoich”, nawet jeśli “nasi” byliby już całkiem sztywni w momencie podjęcia.

Otóż wojna czy walka nigdy nie toczy się na jednej płaszczyźnie. Mogło nie dojść do bitwy, mógł nie zostać zniszczony żaden cel, żaden szlak komunikacyjny mógł nie zostać przerwany, itd – cele strategiczne czy taktyczne po danym działaniu mogły pozostać bez zmian.

Jednak jeśli w trakcie wykonywania operacji zostali pojmani ranni czy nawet nasz przeciwnik został dysponentem ciał naszych poległych, sytuacja staje się automatycznie zła.
Bynajmniej nie chodzi o przechwycenie jakichś cennych informacji, które przeciwnik znajdzie przy poległym czy rannym. Chodzi o namacalny dowód naszej obecności na terenie działań (które przecież mogły odbywać się pod przykryciem) lub gorzej: wszelkie możliwe działania propagandowe (nikt nie chce oglądać kolejnego filmiku na którym uwieczniono dekapitację).

Wracając do przebiegu szkolenia, ledwo zakończyliśmy część retro dotyczącą rozkazu no #3 gdy skontaktowały się z nami wrogie siły z propozycją wymiany zakładników. Naszym głównym problemem było to, że nie mieliśmy się za bardzo za co wymieniać (byliśmy już tylko w posiadaniu denata).

Tutaj napomknę tylko, że pozbawieni snu, lecz nie pozbawieni kreatywności, na prośbę przedstawiciela wrogich sił dostarczyliśmy nagranie ukazujące żywego lecz nieprzytomnego zakładnika, którego skóra była ciepła, różowa i sucha (makeup), gdzie pulsometr ładnie pracował na ręce (podstawiona; kwestia odpowiedniego ujęcia / złudzenia optycznego), a klatka piersiowa unosiła się miarowo (pod szpitalnym łóżkiem schowana była osoba, która miarowo wdmuchiwała i wciągała powietrze z Camelbacka, umieszonego na klatce piersiowej denata, pod jego ubraniem). Wspaniała mistyfikacja.

Naturalnie, w ramach szkolenia dowiedzieliśmy się (w trakcie kolejnej retrospektywy) jaki jest optymalny kierunek działań w sytuacji tak niekorzystnej, jednak na potrzeby relacji streszczę to w: przede wszystkim nie narażać naszego elementu (w tym wypadku pojmanego pilota F-16).

Fabularnie więc innej możliwości, jak rozwiązać ten ostatni problem w sposób gwałtowny i zdecydowany. Otrzymany rozkaz brzmiał: Direct Action – odbicie zakładnika. Wspomniana wcześniej mistyfikacja nie kupiła nam zbyt wiele czasu, na szczęście nasz wywiad w tym czasie nie próżnował.

Przygotowaliśmy rozkaz, który następnie zrealizowaliśmy. Pech chciał, że nasz pilot był przetrzymywany w “meczecie” 😉 Samego przebiegu nie będę streszczał. Wiadomo: byliśmy niesamowicie skuteczni. Może o wiele ciekawsze będzie zamieszczenie kluczowych wniosków naszej wewnętrznej retrospektywy, gdzie post factum zwróciliśmy uwagę na:

Odpowiednio przygotowany trauma room
Spieszyć się powoli – używać noszy
Przeszukać zakładnika przed transportem
Podjąć próby potwierdzenia tożsamości
Jeśli nieprzytomny / nie współpracuje to poprzez znaki szczególne (ISOPREP)
Każdy zna imię i nazwisko, 2 pytania i 1 znak szczególny minimum
Mierzymy rurkę NPA przed aplikacją 😉
Wielowarstwowe zapobieganie hipotermii – 360 stopni

Rozkaz ## – Podsumowanie

Wróciliśmy do punktu startu – sali wykładowej. Po tylu godzinach działań musieliśmy jeszcze wykrzesać z siebie trochę energii i skupienia. Podsumowanie było dość obszerne, bo i też było co omawiać. Z pomocą instruktorów przeanalizowaliśmy dotychczasowy przebieg działań całościowo i z szerszej perspektywy. A my sami, a przynajmniej część z nas, rozgrywała to wszystko jeszcze raz oczyma wyobraźni, jak nie do końca udaną partię szachów.

Tuż po powrocie ze szkolenia przekuliśmy to wszystko w 5-cio stronicowy dokument, który posłużył nam jako artefakt szkoleniowy dla kolegów i koleżanek, którzy nie mogli wziąć udziału w warsztatach. Ale zanim jeszcze powsiadaliśmy w samochody, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie

Relacja: Beu

Copyright © 2010 - 2021 Formacja SGO | Wykonanie: tabodesign.com | Kontakt: kontakt@formacjasgo.pl