20210326 Szkolenie z działań specjalnych/undercover.

Skrót informacji w meldunku SALTR:

SITUATION Członkowie SGO Śląsk, SGO Poznań, SGO Gdańsk wzięli udział w obozie szkoleniu specjalistycznym z działań typu undercover w terenie górskim

ACTION Szkolenie obejmowało teorie działań grup specjalnych w górach, szkolenie lawinowe oraz symulacje działań undercover z instruktorami GROM, 10th Special Forces Group (USA) i ratownikami TOPR.

LOCATION Tatry

TIME 260900MAR21-281800MAR21

REACTION

Camp Spectrum miał być podsumowaniem selekcji OPS11, która odbyła się w styczniu 2021 roku. Dwudniowy zlot miał obejmować szkolenia z taktyk, technik i procedur oraz zróżnicowane symulacje, sprawdzające zgranie między uczestnikami. 

Na uczestnictwo w szkoleniu z działań specjalnych w górach zapisałem się jako jeden z pierwszych. Był to dla mnie kolokwialnie ujmująć no brainer, z racji tego, że samo szkolenie miało się odbyć u podnóża Tatr, a ramy szkolenia obejmowały takie zagadnienia jak “działanie grupy specjalnej w górach”, “szkolenie lawinowe i górskie” oraz “działanie grupy specjalnej <pod przykryciem>”.

Po górach chodzę od dziecka i mam je we krwi, ale na szkolenie przyjechali także ludzie, którzy zdecydowanie częściej oglądają morze, niż tatrzańskie skały. W ich wypadku na pewno warto zadać sobie pytanie: dlaczego góry? A konkretniej dlaczego warto przejść przez trud sprawdzenia się w działaniu w tak czasami nieprzystępnym terenie?

Zapewne czytający tą relację spotkał się z ostatnio głośnym medialnie tematem, gdzie portale internetowe szeroko rozpisywały się o porażce polskiej armii w symulowanej wojnie. Mogliśmy przeczytać, że “według informatorów Interii już piątego dnia wirtualnego konfliktu przeciwnik dotarł do linii Wisły” oraz że już “czwartego dnia Warszawa znalazła się w okrążeniu”.

Nie poddając się pokusie dołączenia do grona kanapowych generałów i wysnuwania zbyt pochopnych wniosków, można jednak przypuścić, że istnieje spora szansa, że jeśli taki konflikt się rozegra i zagrożenie przyjdzie ze wschodu to front walk bardzo szybko przejdzie przez większość terenów Polski i pewnie zatrzyma się gdzieś w Niemczech.

Osobiście taki potencjalny rozwój sytuacji nie zdziwiłby mnie też w kontekście rozmów z byłymi żołnierzami SOF, którzy wskazywali na (nie wiem czy obecnie też aktualną) naszą strategię obronną w przypadku takiego scenariusza, która zakładała ustanowienie linii obrony na linii Wisły (i tym samym już założenia oddanie połowy terytorium kraju przeciwnikowi).

Rezultat będzie ten sam: na zajętych terenach, lecz już o ograniczonej koncentracji wojsk przeciwnika zaczną działać uzbrojone i wyszkolone grupy, realizujące typowe w takich warunkach zadania. Zazwyczaj skrycie i pod przykryciem.

A historia działań wojennych pokazuje, że działania takich grup często przenoszą się na tereny trudno dostępne dla okupanta i aby nie sięgać daleko wystarczy przypomnieć, że w konfliktach w Afganistanie i Iraku takim trudno dostępnym terenem były właśnie góry.

Piątek – część teoretyczna i przygotowania

W szkoleniu wzięło udział kilkunastu członków SGO z całej Polski. Rozpoczęliśmy w piątek od panelu teoretycznego, który trwał od późnych godzin popołudniowych do nocy.
Panel teoretyczny składał się z trzech elementów:
Działanie grupy specjalnej w górach
Szkolenie lawinowe i górskie
Działanie grupy specjalnej „pod przykryciem”
Prowadzącymi byli instruktorzy w składzie: Mariusz „Maniek” Urbaniak (były żołnierz jw GROM), Marcin „Kotlet’ Kotelnicki (taternik, strażnik TPN, TOPRowiec) oraz Konrad (były żołnierz 10th Special Forces Group).

Instruktorzy zadanie postawili sobie ambitne: szkolenie, które biorąc pod uwagę ilość zagadnień składających się na prowadzenie operacji działań specjalnych pod przykryciem w niekorzystnym terenie spokojnie mogłoby potrwać 2 tygodnie, zostało skompresowane do niecałych trzech dni.

Myślę, że suma sumarum przedsięwzięcie udało się, z racji tego, iż trudno byłoby znaleźć lepszych praktyków jeśli chodzi o działania specjalne / undercover od żołnierzy z Gromu czy 10th SFG lub osoby bardziej wykwalifikowanej w temacie gór, niż kogoś znanego wytyczania nowych dróg wspinaczkowych w Tatrach (o trudności X / X+).

Z drugiej strony, szkolenie zakończone zostało sukcesem dzięki dającemu się zaobserwować zaangażowaniu kursantów, którzy nawet na chwilę nie odpuszczali i wytrwali w tej postawie, aż do samego końca szkolenia.

Techniki wypracowane i wytrenowane przez lata służby przekazywane były z niewymuszoną lekkością; te z kolei trafiały na podatny grunt ludzi chłonnych umiejętności i wiedzy. Dodatkowo, biorąc pod uwagę różny kontekst tych doświadczeń (USA vs PL) i zestawienie obok siebie oraz konfrontowanie dwóch (dość zbliżonych) podejść do rozwiązywania tych samych operacyjnych problemów przekładało się na efektywniejszą pracę szkolonego zespołu w części praktycznej.

Przygotowanie teoretyczne rozpoczęło się od “lawin w pigułce” – materiałów i prezentacji zaprezentowanych przez Marcina oraz testowaniem sprzętu, za pomocą którego mieliśmy zrealizować część praktyczną następnego dnia. Sam mając już za sobą bagaż doświadczeń w postaci uczestnictwa w wielodniowych szkoleniach z zakresu zimowej turystyki wysokogórskiej miałem pewne wątpliwości, jeśli chodzi o realizowany w ramach kursu materiał – czy nie będzie zbyt krótko i “po łebkach”. Jednak jeśli wziąć pod uwagę zadania praktyczne realizowane w dalszych etapach kursu to wiedzy było dość by udało nam się nam przez nie przebrnąć.

Po zakończeniu części lawinowej mogliśmy przystąpić do symulacji działań specjalnych. Po krótkiej przerwie, nie zwalniając tempa przystąpiliśmy do planowania naszej operacji. Dostaliśmy dziesięciostronicowy rozkaz wprowadzający ramy oraz rys fabularny dla naszych działań. Pierwszym etapem było uzyskanie zdolności bojowej poprzez skryte przemieszczenie sie na teren planowanej operacji oraz podjęcie środków łączności (i w realnym scenariuszu: broni). By do tego przystąpić musieliśmy wyklarować niezbędne szczegóły dotyczącej naszej “legendy” stanowiącej nasze uzasadnienie dla działania w terenie – dla osób postronnych – oraz w szczególności dla potencjalnego wroga.

Poszczególne zespoły podeszły do tematu w sposób mniej lub bardziej kreatywny, jednak ostateczne słowo miał tutaj Maniek, który omówił z nami słabe punkty naszych implementacji. Idea ćwiczenia była jednak prosta: uczulić nas na fakt, że potencjalny przeciwnik będzie na naszą obecność przygotowany – stąd wszelkie elementy ekwipunku czy zachowania wskazujące, że mamy do czynienia z elementem zorganizowanym czy militarnym miały zostać wyeliminowane.

Kwestie organizacyjno-logistyczno zostały dodatkowo pogłębione o perspektywę Konrada, który przedstawił sposób w jaki ODA podchodzi do organizacji tego typu działań w sposób długofalowy oraz wysokopoziomowy.

Panel teoretyczny zakończyliśmy już w nocy. Kto jeszcze miał chęci i siły – mógł naciągnąć naszych specjalsów na opowiedzenie paru historii z czasów ich służby; słuchając tych opowieści przy kubku mocnej herbaty 😉

Sobota – praktyka

Nie próżnowaliśmy. Korzystając z okazji posiadania licznej grupy oraz odpowiedniego zaplecza co do infrastruktury dzień zaczęliśmy od… treningu CQB. Nasi instruktorzy w ramach rozgrzewki przed działaniami w terenie postanowili pokazać nam podejście Gromu oraz 10th SFG do rozwiązywania tego samego problemu: “czyszczenia” pomieszczeń oraz poruszania się po budynku.

Po takiej rozgrzewce ruszyliśmy w teren by zacząć trening od praktycznego zastosowania ABC lawinowego pod nadzorem Marcina. Po tym jak każdemu członkowi oddziału udało się samodzielnie zlokalizować zakopany detektor lawinowy przystąpiliśmy do właściwych manewrów. Punktem wyjścia było rozbicie bazy w rejonie działań, która spełniałaby szereg kryteriów, między innymi: trudna do zlokalizowania i zaatakowania przez przeciwnika; posiadająca dogodne trasy wycofania (jeśli dobrze pamiętam “golden” oraz “black”), pozwalająca na realizowanie poszczególnych priorytetów funkcjonowania bazy patrolowej (sprawdzenie uzbrojenia i sprzętu, higiena, pożywienie, sen), a także zapewniająca odpowiednie warunki taktyczne dla realizacji zadań bojowych.

Szczególnie zapadło mi w pamięć jedno z zadań, które polegało na wykorzystaniu naszego lawinowego ABC do zlokalizowania i podjęcia sprzętu niezbędnego do dalszych działań, w postaci radiostacji, które zostały uprzednio pozbierane przez naszych instruktorów i zakopane głęboko w śniegu. Jednocześnie, związany jest z tym pewien niedosyt. Grupę szkoleniową stanowiło grono w dużej mierze młodych sprawnych chłopaków, z dużymi aspiracjami jeśli chodzi o biegi terenowe czy… różnego rodzaju selekcje.

Osobiście w takiej sytuacji nie miałbym żadnych skrupułów aby “przeczołgać” odpowiednio nasz element, tak aby w pewnym stopniu określić poziom wymagań odnośnie realizacji takiej symulacji, w warunkach jak najbardziej zbliżonych do realiów szkolenia sił specjalnych. Czyli zakopałbym je odpowiednio głęboko, a jako jedno z wymagań, które postawiłbym kursantom to użycie techniki “Strategic Shoveling” lub “V-Shaped Conveyor”.

Gdy kwestie wyboru oraz organizacji bazy wypadowej zostały już przez nas ogarniete, Konrad oraz Maniek zakomunikowali nam, że swoisty babysitting będziemy mieli zapewniony przez jedynie najbliższą godzinę. Zarazem przedstawili nam dalsze rozkazy “od dowództwa”. Z grubsza, naszą misja miała mieć charakter direct action gdzie:
W rejonie naszego działania znajduje się high value target, a naszym celem są posiadane przez niego dokumenty. Co do samego elementu, nasze RoE sprowadzało się do “żywy lub martwy”.
Cel porusza się po terenie działań samochodem, gdzie naszą wtyczką jest jego szofer. Nasz wywiad doniósł o odkrytej prawidłowości, gdzie nasz cel regularnie odwiedza budynek X. Budynek X zostanie podświetlony światłem chemicznym przez naszą “wtyczkę” – kontakt operacyjny.
O tym czy cel znajdzie się w określonym miejscu o określonej godzinie przesądzi nadanie sygnału świetlnego przez naszą wtyczkę (5 sekund światła awaryjne), między 22:30, a godziną 4:00.
W przypadku uzyskania potwierdzenia świetlnego, otwiera nam się okno działań pomiędzy 5:00 a 6:00, kiedy to powinniśmy przechwycić nasz cel. W przypadku takiego rozwoju wydarzeń spotykamy się jeszcze z naszą wtyczką, która przekazuje nam informacje odnośnie zabezpieczenia budynku (oraz klucze).
Na terenie działań mogą znajdować się inne elementy neutralne lub wrogie, których powinniśmy unikać, ewentualnie zabezpieczyć / przepytać w kontekście realizacji zadania.

Działania rozpoczęliśmy od rozbicia taktycznego biwaku – zorganizowania naszej bazy patrolowej z uwzględnieniem wszystkich elementów które umożliwiłyby nam skryte i sprawne działanie. Poszczególne nasze wybory były komentowane przez instruktorów; dostaliśmy sporo konstruktywnej krytyki okraszonyej opowieściami bazującymi na doświadczeniach treningowo-bojowych naszych kolegów żołnierzy. Wypuściliśmy też pierwsze patrole, mające na celu sprawdzenie potencjalnych dróg ewakuacji. Finalnie zaplanowaliśmy strategie realizacji całej operacji. Wspomniany babysitting period zakończył się; byliśmy już zdani tylko na siebie.

W udziale piszącego tą relację przypadła odpowiedzialność za funkcjonowanie bazy patrolowej (w ramach dowodzenia sekcją wchodzącą w skład całego zgrupowania), a momentami faktyczne koordynowanie działań całego elementu.

Wszystkie “stałe elementy gry” mignęły mi przed oczami jak flashback. To jest, zaczyna się klasycznie, ze sporym nadmiarem ludzi nakręconych na działanie i jako tako sensowną rozpiską wart, dającą nadzieję na regenerację sił swoich i kolegów. Co szybko weryfikowane jest weryfikowane przez teren naszego działania i niemalże błyskawiczną utratę łączności radiowej z dwójką obserwacyjną; a także sekcją wysłaną by tą dwójkę zmienić i ostatecznie dwójką zadysponowaną w celu próby nawiązania łączności na zasadzie stacji przekaźnikowej.

Nie roztrząsając już mniejszych i większych popełnionych błędów, w pewnym momencie zdecydowałem się ograniczyć warty obozowe do minimum tak by w przypadku pozytywnego rozpoznania celu przez działające grupy, nad ranem móc zasilić element szturmowy operatorami posiadającymi w miarę sensowną zdolnością bojową. Wiązało się to z wzięciem sporej części obowiązków na siebie. Pomyślałem sobie “najwyżej będę pilnował betów”, a dowodzenie przejmie kolejna osoba w łańcuchu dowodzenia albo druga sekcja.

Plan okazał się skuteczny o tyle, że poczyniona przez jednego z instruktorów próba dostania się do obozu w sposób niepostrzeżony skończyła się fiaskiem. Jednocześnie nad ranem udało nam się w miarę sprawnie zwinąć obóz, zatrzeć ślady i przemieścić się do punktu z którego mieliśmy realizować naszą Diejkę. W kwestii łączności musieliśmy ratować się GSM.

Tu zmęczenie i braki w treningach dały się we znaki. W wyniku źle zwijanej obrony okrężnej, jeden z operatorów został na swojej pozycji i do punktu zbiorczego dotarliśmy w sile -1. Tam przeorganizowaliśmy się do działania na lekko, maskując nasze plecaki.

Uderzenie na cel było skuteczne. Bez strat własnych pozyskaliśmy dokumenty, eliminując nasz high value target podczas realizacji zadania, w ramach RoE. Na finiszu nasi instruktorzy pozwolili nam przespać się kilka godzin. Siły były nam potrzebne by przejść przez finalny panel warsztatowy z CQB.

Dalej pozostała już tylko retrospektywa. Po skończonym podsumowaniu, niewyspani, ale szczęśliwi rozjeżdżamy się po całej Polsce -> myślimy o tym, co moglibyśmy zrobić lepiej; myślimy o tym by przekazać nabyte umiejętności naszym koleżankom i kolegom. Z tą myślą właśnie między innymi napisałem tą relację.

Relacja: Beu (SGO Ślask)

Copyright © 2010 - 2021 Formacja SGO | Wykonanie: tabodesign.com | Kontakt: kontakt@formacjasgo.pl