20210911 RELACJA IX GROM CHALLENGE

SITUATION: Na IX edycję zawodów GROM Challenge SGO wystawiło 4 zespoły (2 z Gdańska, po 1 z Warszawy i Szczecina)

ACTION: Skoczek i Krawiec zajęli 4 miejsce, Marek i Kursik 13 na 119 zespołów. Pozostali odmówili zeznań.

LOCATION: Czerwony Bór, ośrodek szkolenia poligonowego GROM

TIME: 110700WRZ21-111600WRZ21

REACTION:

Mój trzeci raz na Grom Challenge był jednocześnie debiutem Bobra. Przypomnę iż start to drużyna dwuosobowa. Pogoda jak zwykle dopisała było słonecznie i ciepło.
Ale nie o tym dzisiaj. Skupię się na atrakcjach przygotowanych przez organizatorów na 9 edycji GCH 2021. Regulaminowe wyposażenie to mundur, buty do kostki, plecak z wyposażeniem 2 x 1,5 litra wody (od organizatorów) – co istotne wodę można wypić w trakcie biegu- grunt żeby opakowania zdać na mecie, opatrunki, lina, rękawiczki i maseczki. Jest to weryfikowane przez instruktorów na linii startu – w naszym przypadku był to Naval, z którym się zresztą znamy z startów w zawodach. Miło, gdy powodzenia życzy taka osoba.

Weryfikacja była, więc pora na start… zaraz za linią startu pierwsze zadanie. Gruba stalowa lina holownicza, żeby zobrazować grubość – śr. ok 5 cm… do przeniesienia we dwóch na dystansie ok 70 m.
Dalej szybkim truchtem pakujemy się na amfibię, przebiegamy przez nią górą, zeskakujemy i ulubione murki – pierwszy górą, drugi dołem przez otwór w nim. Zrobiło się wystraczająco ciepło, więc żeby nie było za gorąco wskakujemy do jeziorka i płyniemy pod okiem instruktora. Po drodze platforma przez którą należy się przesunąć. Mundur, buty i plecak idealnie chłoną wodę. Już na mokro posuwamy się dalej przez teren poligonu do ruin domku, który przeskakujemy oknami.

Kilka ciepłych słów od instruktorów i pędzimy dalej. Przed nami punkt z topografią wskazania na mapie oraz kompasie północy. Tu pojawia się „pamięciówka” – szereg cyfr wraz ze zdjęciami pistoletów i karabinów. Zadanie zaliczone, więc w drogę po górkach i dołkach przez kanały na kolanach i jeszcze na sucho.

A teraz nasza ulubiona piaskownica-żwirownia. Tu się pojawia „kultura słowa” .Wszyscy z radością i ciepłymi słowami na ustach cieszą się ze zdobycia kolejnych podbiegów. Organizatorzy wydłużyli na maksa trasę po piachu – tak długo jeszcze chyba nie było. Opuszczając piaskownicę należy zapamiętać kolejne zdjęcia i cyfry. Trochę prostej po leśnych duktach i ponownie, żeby nie wypaść z formy kolejne podbiegi i zbiegi. Po drodze kolejne zdjęcia i cyfry do zapamiętania.

Jak widzisz tory, nasyp to już zapala się lampka na kolejną atrakcję…czyli skrzynki z amunicją. Bierzesz taką na plecy (czy dowolna inną techniką)  i lecisz przez tory na górkę, zbieg, oddanie skrzynki i dalej w drogę.
Żeby nie było łatwo to oprócz mięśni cały czas pracuje głowa – zapamiętać cyfry, zdjęcia z bronią, obrazy raz z lewej, raz z prawej strony, jedne w kolorze inne czarne…

Zapamiętane cyfry zostają szybko zweryfikowane przez instruktora na punkcie. Jeden błąd przełożył się na jakieś 200 m biegu extra kary.
Opuszczamy ten punkt i przez leśne drogi wpadamy na punkt medyczny. Przed nami założenie opatrunku na nogę i ulubione czołganie się z drugim z teamu na plecach, który ma jeszcze dodatkowo dwa plecaki na sobie. I tu pojawia się fantazja opiekunów punktu… Już na ostatniej prostej czołgania na płaskiej drodze pojawiają się gałęzie, krzaki, konary przez które należy przebrnąć. Bober zarzucił mnie na plecy i w drogę… Czołgając się, będąc u kresu sił , słysząc magiczne słowa instruktora „jesteś na miejscu” następuję weryfikacja tętna na obu stopach po zewnętrznej stronie. Ściąganie uwalonych butów nie jest łatwe ale jest moment żeby poprawić skarpetki.

Nie ma czasu na odpoczynek, wszystko w drodze: picie, uzupełnianie kalorii. Przed nami strzelnica: okulary, słuchawki na siebie, magi w dłoń i na stanowisko. We dwóch łapiemy pod czujnym okiem instruktorów z Grom Group, karabiny Grot w dłonie. Oddajemy 8 strzałów – niestety jedno moje pudło powoduje dwie rundki karne tak na ok 600 m.

Wybiegamy ze strzelnicy, na której kilka zespołów niestety zostało. Przed nami układanie puzzli. Ułożone dość szybko i dalej w drogę.
Kolej na punkt, gdzie zostaje zweryfikowana nasza pamięć fotograficzna, czyli co zapamiętaliśmy z fotek broni. Poszło szybko i sprawnie a najważniejsze, że poprawnie.

A skoro już zrobiło się ciepło i sucho to można trochę ochłonąć w kanałach. Przedzieranie się po kolana w wodzie, szlamie i mule, odganiając się od krzaków i pokrzyw. I tak przez spory kawałek drogi. Po wyjściu z przepustu możemy wyjść na drogę i przez pola mkniemy na następny punkt. Czas płynie, drogi ubywa, słońce świeci, woda w butach chlupie i jest git.

Przed nami punkt z oponą, którą należy przetransportować wokół słupka ustawionego w błocie. Ciągniemy ten gumiak i tu przydaje się nasza waga- ze sporym naciskiem przechodzimy przez ten punkt jak traktor. Zrobiło się prawie miło i ciepło. Przemieszczamy się drogą budowanego w pobliżu gazociągu. Instruktor kieruje nas w kanały. Tu już tak kolorowo nie jest- głębiej, rozdeptane przez uczestników trasy. Kopiemy się w mule po kolana, wszędzie pokrzywy i krzaki. Na 2 metrach traci się widok na poprzedników jak i tych za tobą. Co jakiś czas mijamy przepusty pod drogami- czasami płytko, czasami głębiej.
Po kanałach wychodzimy na łąkę, na której czeka na nas czołganie z gumi-kałachem. Po zakończeniu tego szlaku przetartego własnym brzuchem, jeden ładuje drugiego na strażaka na plecy i wędruje do instruktora (oczywiście nie zapominając gumisia, bo przecież trzeba go odnieść na linię startu). Przy instruktorze zmiana i drugi wskakuje na barana… w naszym przypadku było to dla mnie wyzwanie bo kolega startuje w kategorii 100+. Bober dzięki:D

Z tego punktu przemieszczamy się w stronę kolejnych przeszkód, a dokładnie mówiąc mniejszej piaskownicy. Na jej ukończeniu, pod czujnym okiem instruktora pakujemy worek z piaskiem – waga ok 10 kg. Bierzemy go na plecy i drogę. Mała zmyłka, bo widać już prawię metę ale żeby nie było łatwo jesteśmy kierowani w las… Po przejściu z woreczkiem sporego odcinka drogi możemy się go pozbyć wysypując piach na sporą już wydmę.

Wychodzimy z lasu na sporą łąkę z której widać już budynki ośrodka i słychać muzykę. Zaliczamy kilka bunkrów przez które należy się przedostać, dalej transzejami wędrujemy na punkt, gdzie oddajemy strzał z moździerza.
I tu już wbiegamy na teren ośrodka szkoleniowego dopingowani przez widzów. Zaliczamy linę skokiem na tarzana, następnie wspinamy się na kolejną linę na ok 3 m w górę.

I jak to już bywało zrobiło się ponownie ciepło i sucho, choć słońce już tak wysoko nie było. Tu znajduje się punkt gdzie zdajemy butelki, które nieśliśmy całą trasę. Przed nami jeziorko , więc krótka kąpiel i już na mokro pokonujemy murki tak jak na początku biegu. Następnie amfibia, tylko teraz czołganie pod nią w dość głębokim błotku.

OSF… Po tych kilometrach i na zmęczeniu pokonujemy tor przeszkód. Pojawiają się skurcze mięśni, nogi sztywnieją a tu trzeba pokonywać przeszkody górą, dołem ,na czwórach, na linach, czołgając się. Musze dodać, że na wszystkich punktach sprawnościowych najważniejsze hasło powtarzane przez instruktorów to bezpieczeństwo. To co lubię, a sprawia problemy na skurczonych mięśniach to zjazd na linie… Pojawia się opcja zejścia ze ściany po drabinie ale nie po to pokonywałem blisko 27 km żeby teraz zejść a nie zjechać na fast ropie.
Niesieni dopingiem ostatnich widzów wbiegamy na metę. Medale wręcza nam Naval, który życzył powodzenia przed startem a teraz gratulował ukończenia.
Z pespektywy trzech startów ten był chyba najtrudniejszy, a zarazem dał satysfakcję wprowadzenia nowicjusza. A za rok jubileuszowa 10 edycja!

Relacja: Mac

Zdjęcia: organizator, własne

Copyright © 2010 - 2021 Formacja SGO | Wykonanie: tabodesign.com | Kontakt: kontakt@formacjasgo.pl