Ranger School czyli Kurs Rangersa

Kurs „Ranger” jest najcięższą szkółką jaką ma U.S. Army do zaoferowania swoim komandosom.  To jest miejsce które pomaga rozróżnić chłopców od mężczyzn.  Dwa miesiące piekła.  To jest dla tych, którym udaje się tą szkołę skończyć w ciągu dwóch miesięcy, bo skończyć kurs Rangera w terminie to też jest osiągnięcie które udaje się tylko nielicznym.  W mojej klasie, pierwszego dnia kursu miałem 174 kolegów.  Tylko pięćdziesięciu z nich dostało upragnioną naszywkę Rangersa dwa miesiące później.  Niektórym, skończenie tego dwu-miesięcznego kursu zajęło trzy, cztery, pięć a nawet osiem miesięcy…

Każdy żołnierz idący na unitarkę dostaje pełny zestaw mundurowy: cztery mundury, siedem par majtek w przepieknym brązowym kolorze, siedem podkoszulek, siedem zielonych skarpet, dwie czapki oraz dwie pary skórzanych butów (to było zanim US Army zmieniła mundury na ACU).  Rozchodzić takie buty to sztuka, i bez pęcherzy i bólu raczej się nie obejdzie.  Ale już rozchodzone pasują jak ulał, i nie ma wygodniejszego obuwia na świecie.

Sęk w tym że według kanonów wojskowej mody, chodzić w glanach z przydziału to obciach, i jeżeli chce się być modnym żołnierzem, to należy kupić sobie buty typu „dżungle”.  Szczególnie jeżeli jest się spadochroniarzem – pokazanie się publicznie w butach wojskowych całych ze skóry jest poważnym wykroczeniem przeciwko wojskowej modzie.  Ponieważ chciałem być modny, więc kupiłem sobie dżungle, a moje idealnie rozchodzone buty z unitarki powędrowały do worka, gdzie przeleżały sobie przez osiem lat w zupełnym spokoju.  To jest do wizyty teścia…

Teść dużo pracuje w terenie jako inżynier melioracji, i zapytał się mnie czy nie mam jakiś wojskowych butów dla niego.  I wtedy przypomniałem sobie o moich zapomnianych glanach z przydziału.  Buty powędrowały z teściem do dalekiej Polski, a kilka miesięcy później złapałem się za głowę, czytając listę rzeczy które miałem ze sobą wziąść na kurs Rangera.  Jak wół było napisane: Buty skórzane – 2 pary.  No tak, nie wiem jak mogłem o tym zapomnieć; glany typu „dżungle” sa na kursie Rangera niedozwolone przez regulamin.  I co miałem robić?  Jeszcze tego dnia kupiłem sobie obciachowe buty, całe ze skóry, i zacząłem je nosić mając nadzieję że przez ten miesiąc który mi został do zaczęcia kursu rozchodzę je.  I wydawało mi się że swego dopiąłem – kurs Rangera zacząłem w całkiem wygodnych butach.  Przynajmniej tak mi się wydawało.

Fort Benning, Georgia

Fazę w Forcie Benning zaliczyłem bez problemu.  Pod koniec teoretycznej części, gdzie uczyliśmy się jak planować i przeprowadzać rajdy, ataki, zasadzki itp., czekały nas zajęcia praktyczne, na poligonie.  Pierwszy dzień poligonu to 23 kilometrowy forsowny marsz, a nasz instruktor, który nam w przypływie szczerości zdradził że nienawidził oficerów, zdecydował że tylko oficerowie będą nieśli ciężkie karabiny maszynowe M240B podczas tego marszu.  No cóż, jak trzeba to trzeba.  Już po pierwszym kilometrze, bolesne pęcherze na piętach udowodniły mi że moje buty jednak nie były tak do końca rozchodzone, kilka kilometrów dalej zacząłem się wyzywać się od kretynów za oddanie moich idealnie rozchodzonych glanów z unitarki, a po następnym kilometrze zacząłem przeklinać dzień w którym teść zawitał w nasze progi.  No ale cóż mogłem zrobić, tylko zacisnąć zęby z bólu i maszerować dalej, ściskając w dłoni mój cholernie ciężki karabin maszynowy.

 

Maszeruje sie z tym zelastwem cholernie niewygodnie.

Po dotarciu na miejsce, moje stopy wyglądały jak mięso na hamburgery.  Kilka dni poligonu i zaczęła mi się bolesna infekcja, ale przecież nie pozwolę jakiejś małej infekcji stanąć mi na drodze do upragnionej naszywki Rangersa, nie?

Przetrwałem połowę poligonu, każdy krok przyprawiał mnie o agonię, do tego stopnia że nie mogłem sobie odmówić cichego pojękiwania z bólu.  Jeden z instruktorów mnie usłyszał i zrugał na czym świat stoi za bycie „mięczakiem”.  Gość zasugerował abym zrezygnował z kursu.  Zacisnąłem zęby i w milczeniu poszedłem dalej…

Tego wieczoru miałem lekką depresję.  Zdobycie naszywki Rangersa było moim marzeniem przez ostatnie osiem lat i nie chciałem z niej zrezygnować z powodu jakiejś głupiej infekcji, choćby nie wiem jakiej bolesnej.  Zacząłem sobie jednak zdawać sprawę że nie podołam następnemu dniu.  No ale jeżeli przetrwałem przez cały dzień, poczekam do rana z moją rezygnacją, zobaczymy co przyniesie ranek.

Rano nie było lepiej.  Dalej czułem się jakbym stąpał po rozżarzonych węglach.  Pomyślałem sobie że jeżeli dzisiaj dostanę pozycję radiotelegrafisty (najcięższy plecak) to zrezygnuję.  Wiedziałem że nie podołam.

Z biciem serca czekałem na instruktora.  O piątej rano przyszedł, z listą w ręku.  Zaczął czytać nazwiska: Smith – Strzelec; Johnson – grenadier; Rodrigez – dowódca plutonu; Ski – radiotelegrafista…  W tym momencie poczułem jak mi odpływa krew z twarzy, jak mi się świat wali na głowę.  Chciałem już podnieść rękę że ja w takim razie już podziękuję, ale siłą woli się powstrzymałem.  I wtedy doznałem olśnienia.  Podczas gdy ci którzy zostali wybrani na stanowiska dowódcze zaczęli planować następną misję ja usiadłem sobie pod drzewem, wziąłem nóż i metodycznie zacząłem sobie odpruwać pięty z butów.  Potem wyciąłem sobie usztywnienie pięty, główną przyczynę moich katuszy i zacząłem sobie zszywać buty nicią do zębów.  Okazało się jednak że szycie butów to wcale nie taka łatwa sprawa, nawet specjalną igłą do skóry.  I właśnie wtedy zobaczył mnie medyk, widząć moje nieszczęsne rozprute buty zapytał się co jest grane, a kiedy mu pokazałem moje ropiejące stopy ze zwisającymi strzepami skóry, gość złapał się za głowę.  Wylądowałem w izolatce na 24 godziny, zostałem nafaszerowany antybiotykami aby zatrzymać infekcję, a moje obolałe stopy otrzymały tak potrzebną przerwę.  Przypuszczam że gdyby nie ten dzień w izolatce to dzisiaj nie nosiłbym dumnie na ramieniu naszywki Rangera.  Resztę fazy w Forcie Benning spędziłem w glanach sklejonych taśmą izolacyjną typu „100 mil na godzine”.  Po Benningu, wszyscy dostają osiem godzin przepustki, podczas której udało mi się odwiedzić szewca.

 

Tasma „100 mil na godzine”

Moich wspaniale rozchodzonych butów z kursu Rangersa nie oddam już nigdy nikomu, nawet teściowi.

Tak więc drogi 11-Xrayu moje porady na temat kursu Rangersa są następujące:

  1.  Swoje glany z przydziału zanieś do szewca aby ten ci profesjonalnie usunął usztywnienia na pięcie i na palcach.  Buty w ten sposób będą przypominały w noszeniu tenisówki i nie dostaniesz w nich nawet jednego pęcherza.  Pamiętaj że na butach możesz mieć tylko originalne podeszwy, jakakolwiek ich modyfikacja zdyskwalifikuje cię już pierwszego dnia szkoły.  Zainwestuj też w dobre sprawdzone wkładki do butów.
  2. Rolka taśmy „Sto mil na godzinę” jest nieodzowna.  Taśma ta jest znana jako taśma „Sto mil na godzinę” jako że podczas drugiej wojny światowej używano jej do zaklejania dziur po pociskach w samolotach mysliwych.
  3. Potrzebujesz kilka dobrych igieł do szycia, przynajmniej jedna powinna być do szycia skóry, taka ze spłaszczonym ostrzem.

Zestaw igiel.  Ta do skory jest w srodku.

 

  1. Nić do zębów jest idealna do zszywania dziur w ekwipunku, kup też sobie nić do tapicerki (upholstery thread) – takiej którą nie przerwiesz w rękach.
  2. Pod koniec fazy w Forcie Benning twoje palce pokryją się malutkimi, ale cholernie bolesnymi rankami, które nie będą chciały ci się wogóle zagoić.  Każde włożenie ręki do plecaka będzie dość bolesnym doświadczeniem przypominającym wsadzanie ręki w ognisko.  Coś czego mi cholernie brakowało na tym kursie, to buteleczka „Nu Skin” czyli takiej sztucznej skóry w płynie, którą pędzelkiem możesz sobie nanieść na ranki na palcach aby te się zagoiły.  Klej „Crazy Glue” też jest dobry do wykorzystania w tym celu.  Buteleczkę „Nu Skin” wsadź sobie do przybornika higieny osobistej, to nikt się do niej nie przyczepi.
  3. Cholernie ważny jest „Chest Strap” czyli taki pasek który możesz sobie założyć na ramiączka od plecaka, aby część wagi plecaka rozłożyć sobie na klatkę.  Mój kumpel Mike, do dzisiaj ma problemy z krążeniem, od ramiączek jego plecaka które mu się wrzynały w ramiona.  Z tym że zabieranie jakiegokolwiek ekwipunku polowego na kurs Rangersa jest nielegalne, więc podczas „inspekcji” pierwszego dnia kursu, przyczepiłem ten pasek sobie do ramiączek mojego worka brezentowego i żaden z przeszukujących naszych rzeczy instruktorów nie zwrócił na niego uwagi.  Jeżeli tego jeszcze nie robisz, naucz się też używać pas biodrowy, prawidłowo użyty też odciąży troszeczkę twoje ramiona.
  4. Buty które zabierasz na kurs nasączyłbym silikonem.  Spowoduje to że będą one wodoodporne i może zaoszczędzi ci to kilka pęcherzy.
  5. Jeżeli na kurs pojedziesz zimą, twoim największym wrogiem będzie hipotermia.
    W 1994 roku czterech kandydatow na Rangersa swoja upragniona naszywke okupilo zyciem, wlasnie przez hipotermie.  Masz prawo zabrać ze sobą na kurs jedną sztukę ciepłej odzieży tzw „snivel gear”.  Większość ludzi bierze bluzki typu „polypro”, ale to głupota.  Polypro i tak dostaniesz na kursie, a chodzić w dwóch jest niewygodnie.  Dużo wygodniejsza jest podpinka na kurtkę polową „smoking jacket”.  Bardzo ważne jest aby to była nowa podpinka, nigdy nie suszona w suszarce – wysoka temperatura suszarki powoduje że syntetyczne mikrowłókna podpinki stapiają się i podpinka nie jest już tak ciepła.  Na podpinkę przyszyj sobie guziki aby móc ją zapiąć. Znam też gości którzy zszyli dwie podpinki razem aby była bardziej ciepła.

Smoking Jacket” czyli najlepsza rzecz personalnego komfortu jaka wymyslila Armia.

 

  1. Nie pamiętam czy można wziąść ze sobą do tej szkoły własne worki nieprzemakalne – jeżeli tak to zainwestuj w nowiutkie, bo te które dostaniesz z przydziału będą pełne dziur.  Po pierwszym deszczu twój plecak z takim dziurawym workiem z przydziału będzie dwukrotnie cięższy.

 

Wojskowy worek nieprzemakalny,

 

  1. Znaczki naklejane są bardzo fajne, a z pudełek po racjach polowych robi się fajne pocztówki w celu wysłania lubej.  Znaczki muszą być koniecznie naklejane a nie lizane, bo te lizane ci się posklejają w parnym Forcie Benning.

Pocztowka z opakowania po polowych racjach „MRE”

  1. Wspomniałeś że masz zamiar zalaminować sobie podręcznik Rangersa.  Zdecydowanie odradzam ci ten pomysł.  Fakt że taka zalaminowana książka będzie niezniszczalna i wodoodporna, ale będzie także toporna w noszeniu i na sto procent po kilku dniach będziesz miał poobcierane rany na udach, tam gdzie są kieszenie.  Co jeszcze ważniejsze, to w laminowanym podręczniku nie będziesz w stanie robić notatek, co zdecydowanie utrudni ci zaliczenie patroli, bo naprawdę nie potrzebujesz patrzeć i w podręcznik i jednocześnie w notatnik kiedy będziesz planował patrole czy wydawał rozkazy.  Ja bym kupił podręcznik Rangersa w sklepie „Ranger Joe”, ale bądź przygotowany na to że pierwszego dnia kursu mogą wam zarekwirować cywilne podręczniki.  Pamiętaj że torba po racjach polowych „MRE” tak samo uchroni twój drogocenny podręcznik przed wodą co laminowanie, no chyba że zapomnisz go wyjąć z kieszeni jak będziesz się przeprawiał przez moczary w Benning, tak jak to ja zrobiłem.  Strata moich notatek które miałem w podręczniku cholernie mi utrudniła życie.  Mechaniczne ołówki są idealne do robienia notatek na margiesach podręcznika.

Podrecznik Rangersa z przydzialu.

 

  1. Kiedy mój kumpel był na kursie to wysłałem mu parę listów ze sprasowanymi, prazonymi wodorostami „Nori”.  Są one bardzo smaczne, mają dużo wartości odżywczych, i konsystencją przypominają papier, więc są niewykrywalne przez instruktorów szukających kontrabandy w przesyłkach.

 

  1. W czapce zawsze miałem kilka wpiętych agrafek.  To stary trick który wyniosłem jeszcze jak byłem pododdziale rozpoznawczym.  Agrafki w polowych warunkach są nieodzowne, szczególnie jak spodnie ci się rozprują w kroku, albo jak będziesz musiał wyciągnąć sobie drzazgę z ręki.

To wszystko co na razie mogłem sobie w danej chwili przypomnieć…

Powodzenia!

 ***

 

Źródło:

http://sladamikonkwistadorow.blog.onet.pl/2010/04/04/ranger-school-czyli-kurs-rangersa/

Copyright © 2010 - 2021 Formacja SGO | Wykonanie: tabodesign.com | Kontakt: kontakt@formacjasgo.pl