Navy SEALS – Oddział Szósty

Ocean Indyjski, 280 mil na wschód od Somalii, 12 kwietnia 2009 roku, godzina 21:00.
Nad oceanem zapadał zmierzch. Pomarańczowa łódź ratunkowa dryfująca w odległości kilkudziesięciu metrów od niszczyciela USS „Bainbridge” powoli niknęła w mroku. Sześć ubranych na czarno postaci leżących nieruchomo na rufie okrętu włączyło noktowizory.
– Cholera! – zaklnęła cicho jedna z nich.
Noktowizor KN-250 jest jednym z najlepszych na świecie, ale daje tylko dwuwymiarowy obraz.
– Na prawo. Jeden z terrorystów trzyma AK-47 przy plecach zakładnika. – powiedział półgłosem obserwator.
– Widzę. – potwierdził jego partner, snajper.
Lufa karabinu przesunęła się minimalnie w prawo. Jednocześnie żołnierz dotknął magazynka, do którego za pomocą rzepów przyczepiony był miniaturowy sygnalizator. Nacisnął przycisk.
Na mostku USS „Bainbridge”, na przenośnym ekranie zapaliła się zielona lampka.
W tej samej chwili na małej łodzi ratunkowej dwóch pozostałych piratów wystawiło głowy za burtę rozglądając się za czymś.
Na rufie USS „Bainbridge” dwaj inni snajperzy włączyli swoje sygnalizatory. Na mostku, przed oczami ich dowódcy zamigotały trzy zielone lampki. Wszyscy snajperzy mają cele w zasięgu.
– Stand by, stand by! Three, two, one, execute, execute! – powiedział cicho do mikrofonu.
Trzej snajperzy Oddziału Szóstego Navy SEALS wystrzelili jednocześnie. Kilkadziesiąt metrów dalej ciała trzech somalijskich piratów spadły z pluskiem do wody.

Jeśli Navy SEALs to rodzina, to Oddział Szósty jest wujkiem, o którym się nigdy nie rozmawia. Opinia publiczna dowiedziała się o jego istnieniu zaledwie dwa lata temu, kiedy operatorzy SEAL Team Six dopadli w pakistańskim Abbottabadzie Osamę Bin Ladena.
Zacznijmy jednak od początku…
Oddział Szósty narodził się jako owoc totalnie spartaczonej operacji „Szpon Orła”, której celem było oswobodzenie amerykańskich zakładników w Iranie w kwietniu 1980 roku. Jednym z dwóch przedstawicieli Marynarki Wojennej USA, którzy zostali powołani przez Kolegium Połączonych Szefów Sztabów do zespołu przygotowującego tę operację był oficer Navy SEALs Richard Marcinko.
To postać legendarna. Facet, przy którym, według New York Times’a „Schwarzenegger wygląda jak Mały Książę”. Zabijaka, od którego wieje grozą. W Wietnamie dowodził Oddziałem Drugim SEALs, z którym w maju 1967 roku przeprowadził słynny atak na wyspę Ilo Ilo zabijając kilkudziesięciu partyzantów Vietcongu i niszcząc ich sprzęt. Akcję tę uznano za najskuteczniejszą operację Navy SEALs w delcie Mekongu.
Fiasko operacji w Iranie uświadomiło amerykańskim sztabowcom potrzebę posiadania specjalnego oddziału antyterrorystycznego zdolnego do odbijania zakładników w każdych warunkach i w każdym miejscu na Ziemi. Richard Marcinko (Słowak z pochodzenia, stąd nazwisko) otrzymał zadanie stworzenia takiego oddziału. Dostał na to nieograniczone środki oraz… sześć miesięcy.
Stworzenie nowej jednostki w tak krótkim czasie jest oczywiście niemożliwe, więc Marcinko osobiście wybrał kandydatów spośród operatorów istniejących dwóch oddziałów SEALs. On sam był w tym czasie dowódcą SEAL Team Two. Głównym kryterium doboru było doświadczenie bojowe kandydata, znajomość języków obcych, no i sprawność fizyczna.
Pierwszą, sześciomiesięczną selekcję przeszło 75 operatorów. Marcinko nazwał nową jednostkę Oddziałem Szóstym, by zmylić radziecki wywiad co do liczebności oddziałów SEALs. Dowodził nią przez trzy lata – od 1980 do 1983.

 

Komandor Richard Marcinko – twórca i pierwszy dowódca SEAL Team Six.

Wszystko, co jest związane z Oddziałem Szóstym było i jest objęte ścisłą tajemnicą. Wiadomo jednak, że zasady szkolenia nie zmieniły się za bardzo od chwili powstania jednostki. Do Oddziału Szóstego kandydować może wyłącznie operator SEALs z jednego z pozostałych ośmiu oddziałów. Trening jest niezwykle intensywny i trwa od sześciu do ośmiu miesięcy. Zawiera olbrzymią liczbę skoków ze spadochronem (około 150 w ciągu miesiąca), wspinaczkę bez zabezpieczenia, naukę prowadzenia różnego typu pojazdów w najtrudniejszych warunkach, walkę wręcz i niezliczoną ilość innych elementów szkolenia.
Wszystko jest prowadzone na najwyższym poziomie – kursanci to przecież operatorzy SEALs z co najmniej kilkuletnim doświadczeniem bojowym. Szkolenie zwane w ich slangu Green Team ma więc zamienić supertwardzieli w megatwardzieli.
Ponieważ Oddział Szósty jest przeznaczony głównie do działań antyterrorystycznych szczególny nacisk kładzie się na Close Quarter Combat, czyli walkę w małych pomieszczeniach. Operator wpada do niewielkiego, zaciemnionego pokoju i ma w ciągu dwóch-trzech sekund wyeliminować kilku terrorystów nie raniąc zakładników. Instruktorzy nieustannie zmieniają konfigurację pomieszczeń – małe, duże, zastawione meblami, zawalone jakimiś gratami, z zakamarkami, w których kryją się „terroryści”… i hojnie sypią punktami karnymi za najmniejszy błąd.
Rolę zakładników w takich ćwiczeniach często grają sami operatorzy.
Team Six ma do swojej dyspozycji ogromne, niemal nieograniczone środki. Samej amunicji kalibru 9 milimetrów zużywają w ciągu roku więcej, niż… cały Korpus Piechoty Morskiej.
Dużo czasu poświęca się także na szkolenia w środowisku morskim – pierwotnie Team Six był przeznaczony głównie do odbijania statków, platform wiertniczych i ataków na wybrane obiekty z morza. Z czasem jednak stał się uniwersalną jednostką zdolną do prowadzenia działań zarówno na pustyni, jak i na środku oceanu.
Ćwiczenia Oddziału Szóstego są potwornie niebezpieczne, a przypadki ciężkich uszkodzeń ciała lub nawet śmierci nie należą do rzadkości. Do tragicznych wypadków najczęściej dochodzi podczas skoków spadochronowych oraz ćwiczeń walki w małych pomieszczeniach.
Zaledwie około połowy kandydatów przechodzi cały cykl szkolenia i otrzymuje ofertę wstąpienia do Team Six. Reszta wraca do swoich macierzystych jednostek SEALs i… stara się zapomnieć o kursie. Drugiego podejścia bowiem nie ma.
Szczęśliwcy, którzy pomyślnie przejdą selekcję trafiają do jednego z sześciu pododdziałów Team Six. Ale nie oznacza to, że mogą spocząć na laurach! Nowy nabytek dostaje mało twarzową ksywkę „FNG” (Fucking New Guy) i musi sobie zasłużyć na szacunek starych wyjadaczy.

 

Operatorzy Oddziału Szóstego SEALs.

Gwoli wyjaśnienia – oficjalnie SEAL Team Six nie istnieje już od… 1987 roku. Wtedy bowiem oddział został przemianowany na Naval Special Warfare Development Group, w skrócie DEVGRU.
Nazwa Team Six przetrwała jednak do dzisiaj.
Istnieją animozje między dowódcami pozostałych ośmiu jednostek SEALs, a Oddziałem Szóstym. Uważają oni (nie bez podstaw), że Team Six żeruje na nich zabierając im z jednostek najlepszych żołnierzy.
Skąd my to znamy? Podobnie zachowywał się podczas wojny generał Stanisław Sosabowski, dowódca Samodzielnej Brygady Spadochronowej, który nie chcąc tracić najlepszych ludzi na rzecz Cichociemnych wręcz utrudniał im wstępowanie w szeregi legendarnych skoczków. Zdyscyplinował go dopiero rozkaz Naczelnego Wodza.
Komandor Marcinko był wielokrotnie krytykowany za traktowanie żołnierzy z innych jednostek z pogardą. Jego podwładni niestety często go w tym naśladowali…
Po oddaniu dowództwa Oddziału Szóstego Richard Marcinko otrzymał zadanie utworzenia specjalnego oddziału nazwanego Czerwoną Komórką, którego zadaniem było przeprowadzanie pozorowanych ataków na wybrane obiekty (atomowe okręty podwodne, bazy wojskowe, lotniska, ambasady amerykańskie, a nawet prezydencki samolot Air Force One) celem przetestowania chroniących je systemów bezpieczeństwa. Czerwona Komórka, w której skład wchodziło dwunastu byłych operatorów Oddziału Szóstego w ciągu pięciu lat ujawniła wiele luk w tych systemach.
W 1989 roku Richard Marcinko przeszedł na emeryturę, a rok później został oskarżony o defraudację rządowych pieniędzy i przekręty przy zakupie granatów ręcznych dla SEALsów. Został uznany winnym i spędził niemal dwa lata w więzieniu. Ta afera bardzo negatywnie odbiła się na utworzonej przez niego elitarnej jednostce. Na szczęście szereg udanych akcji operatorów Oddziału Szóstego zmył tę hańbę.
Większość ich operacji pozostanie na zawsze ściśle tajna, ale o niektórych nieco wiadomo.
Operatorzy Oddziału Szóstego brali udział w inwazji na Grenadę w październiku 1983 roku, gdzie ich zadaniem była ewakuacja gubernatora Paula Scoona i jego rodziny oraz opanowanie rozgłośni radiowej.
Podczas Pustynnej Burzy opanowywali irackie instalacje naftowe, w Somalii polowali na watażkę Mohameda Farraha Aidida, a w Bośni dopadli szereg serbskich zbrodniarzy wojennych.
Sztandarową operacją, po której świat dowiedział się o istnieniu tej jednostki było oczywiście zabicie Osamy Bin Ladena 2 maja 2011 roku w pakistańskim Abbottabadzie. W bezpośredniej akcji wzięło udział 24 operatorów Oddziału Szóstego oraz… owczarek belgijski o imieniu Cairo wykorzystany do wyszukiwania cywili, którzy podczas szturmu ukryli się w zakamarkach siedziby szefa Al Kaidy.
Operacja o kryptonimie „Włócznia Neptuna” zakończyła się całkowitym sukcesem. Oprócz Bin Ladena zginął także jego dorosły syn Khalid, kurier (który bezwiednie doprowadził Amerykanów do kryjówki terrorysty) Abu Ahmed al-Kuwaiti, jego brat Abrar oraz żona Abrara Bushra.
Zwróćcie uwagę na kryptonim operacji. Włócznią Neptuna jest przecież trójząb – taki sam, jaki widnieje w odznace SEALs.

 

Odznaka Oddziału Szóstego.

8 kwietnia 2009 roku czterech somalijskich piratów wdarło się na pokład kontenerowca MV „Maersk Alabama”. Załoga zachowała się niezwykle dzielnie zatapiając piracką motorówkę za pomocą manewrowania sterem kontenerowca, a następnie zamknęła się w przedziale maszynowym i unieruchomiła silnik statku. Wściekli piraci wzięli kapitana Richarda Phillipsa jako zakładnika, wsiedli razem z nim do łodzi ratunkowej i odpłynęli. Na miejsce ruszyły okręty US Navy – niszczyciel USS „Bainbridge”, fregata USS „Halyburton” oraz okręt desantowy USS „Boxer”. Piraci w zamian za zwolnienie kapitana zażądali milionowego okupu. 12 kwietnia jeden z nich wszedł na pokład USS „Bainbridge” w celu negocjacji. Czuł się pewnie wiedząc, że jego kompani trzymają lufę kałasznikowa przy plecach amerykańskiego kapitana.
Nie wiedział jednak, że dwa dni wcześniej w pobliżu fregaty USS „Halyburton” wylądowała w wodzie zrzucona na spadochronach grupa operatorów Oddziału Szóstego SEALs. Po przetransportowaniu na USS „Bainbridge” zajęli stanowiska na rufie okrętu i w odpowiedniej chwili zastrzelili trzech piratów przetrzymujących kapitana Richardsa na łodzi ratunkowej. Czwarty z piratów, przebywający na amerykańskim okręcie został przetransportowany do Stanów i skazany za piractwo na 33 lata więzienia.
Nie było to ostatnie spotkanie szturmowców z Oddziału Szóstego z Somalijczykami, z opłakanym dla tych ostatnich skutkiem. W październiku 2011 roku grupa somalijskich bandytów porwała Amerykankę Jessicę Buchanan oraz Duńczyka Poula Hagena Thisteda pracujących w pobliżu Galkayo dla duńskiego Komitetu Do Spraw Uchodźców. W zamian za ich uwolnienie zażądali sumy półtora miliona dolarów.
W styczniu 2012 roku grupa 24 operatorów Oddziału Szóstego została zrzucona nad somalijską pustynią w pobliżu miasta Adow, gdzie przetrzymywano zakładników. Szturmowcy zaatakowali siedzibę bandytów zabijając wszystkich co do jednego i uwalniając zakładników.
Niestety, nie wszystkie operacje Oddziału Szóstego kończą się stuprocentowym sukcesem…
26 września 2010 roku Linda Norgrove – szkocka pracownica jednej z organizacji charytatywnych została porwana przez Talibów wraz z trzema afgańskimi współpracownikami we wschodniej części prowincji Kunar w Afganistanie. W zamian za jej uwolnienie zażądano zwolnienia z amerykańskiego więzienia pakistańskiej terrorystki Aafii Siddiqui.
Wywiad ustalił miejsce pobytu porwanej i po skonsultowaniu się z brytyjskim premierem Cameronem podjęto decyzję o odbiciu Szkotki.
Jej trzech afgańskich towarzyszy zostało wcześniej zwolnionych.
Przed świtem 8 października 2010 roku nad afgańską wioską Dineshgal zaterkotały silniki dwóch ciężkich śmigłowców Chinook, a których desantowali się operatorzy Oddziału Szóstego oraz Rangersi z 75 Batalionu. Talibowie odpowiedzieli ogniem, ale po krótkiej walce zostali zlikwidowani. Niestety, porwana Szkotka została podczas ataku ciężko ranna, a próba ratowania jej życia nie przyniosła efektu. Śledztwo wykazało, że została ranna wskutek eksplozji granatu rzuconego przez jednego z operatorów…
Dwa lata później, w grudniu 2012 roku we wschodnim Afganistanie Talibowie porwali amerykańskiego lekarza doktora Dilipa Josepha. Podczas szturmu porywacze zostali zabici, jednak zginął także jeden ze szturmowców – starszy mat Nicolas Checque.
Mimo tego Oddział Szósty, a właściwie DEVGRU pozostaje jedną z najlepszych i najskuteczniejszych jednostek antyterrorystycznych na świecie.
Dla przypomnienia: żołnierze jednostek specjalnych, a zwłaszcza naszego GROMu bardzo nie lubią, kiedy nazywa się ich komandosami. Prawidłowa nazwa to operatorzy, szturmowcy, a najlepiej po prostu – żołnierze.

 

Źródło:
Howard E. Wasdin, Stephen Templin, Seal Team Six, Sphere, 2011.
United States Naval Special Warfare Development Group, http://en.wikipedia.org, Dostęp 30.06.2013.
Życie w piekle. Zabójca, którego kochano, http://wiadomosci.onet.pl, Dostęp 30.06.2013.

Tekst:

http://blogbiszopa.pl/2013/06/oddzial-szosty/

Copyright © 2010 - 2021 Formacja SGO | Wykonanie: tabodesign.com | Kontakt: kontakt@formacjasgo.pl