20130222 Relacja Mariusza z GF Point Profesional

16.02.2013 w masywie Ślęży odbył się bieg na orientację GF POINT. Dystans 20 km w terenie górskim, zaśnieżonym i zalesionym z 10 punktami kontrolnymi, które trzeba było zaliczać w numeracyjnej kolejności od 1 do 10.
Dodatkowe warunki to: – plecak z obciążeniem stałym min. 10 kg
- kamizelka taktyczna min. – 2 kg
- broń o wadze min. – 2,5 kg
Miałem do przebycia z Gdańska trasę ok. 600 km, wyjechałem w piątek o 23: 00, na miejsce przybyłem punkt 6:00. Ostatnie 120 km jechaliśmy z Maćkiem (moim bratankiem) we mgle z widocznością nieprzekraczającą czasami 30-50 m.
Przed otwarciem biura zawodów o godz. 7: 00 zdążyłem się zdrzemnąć 20 min.
Od samego rana był duży ruch na terenie obiektu biura zawodów. Startowałem w kategorii PROFESIONAL i całe szczęście przydzielono mnie do II grupy startowej, dzięki czemu mogłem w spokoju się doszpejować – ogromne podziękowania dla Maćka, który kompletował moje wyposażenie i miał piecze nad wszystkim.
Na starcie stanęliśmy punkt 9:00 – biegiem do autobusu, który wywiózł nas w nieznanym kierunku- zapomniałem dodać, że wcześniej padł rozkaz by zasłonić oczy posiadanymi arafatkami by nikt nie wiedział, dokąd jedziemy. Dla mnie te 25 minut była to chwila odpoczynku po całonocnej jeździe.


Po komendzie „wysiadać” na miejscu dostaliśmy mapy z zaznaczonymi punktami kontrolnymi. Krótkie pożegnanie i w drogę. Razem z Czesiem, jako pierwsi obraliśmy właściwy kierunek i czym prędzej biegiem ruszyliśmy w kierunku PK nr 1. Za nami podążyła cała grupa.
PK 1 – zaliczenie polegało na rozwiązaniu testu z wiedzy o ASG. Niestety moja wiedza o ASG miała się nijak do pytań, na które miałem odpowiedzieć. Wszystkie 10 odpowiedzi zaznaczyłem na tzw. „czuja”. Na tym punkcie niestety odpadł ode mnie Czesiu i spotkaliśmy się dopiero na mecie. Trasa biegła przez las stosunkowo łatwym terenem.
PK 2 – kolejny punkt, na którym podbiliśmy karty i dostaliśmy informację, że na trasie do PK 3 może być zasadzka. W związku z tym obowiązkowe okulary ochronne. Do tej pory szliśmy stosunkowo zwartą grupą 4 osób. Gdy weszliśmy na teren otwarty posypały się w naszym kierunku strzały , dwójka przede mną biegiem przebyła ostatnie dzielące ich od zbawczych drzew metry i pognała dalej, ja niestety przypadłem do ziemi i musiałem się czołgać, jako, że byłem kilkanaście metrów z tyłu i dalszy bieg groził odstrzeleniem. Udało mi się w końcu dotrzeć do drzew i pod ich osłoną ruszyłem dalej. Za mną cała otwarta przestrzeń była pusta – nikt nie odważył się wejść. Widocznie ustalali strategię przejścia. Jednego z uciekinierów dogoniłem stosunkowo szybko – był to zresztą maruder z grupy, która wyruszyła godzinę wcześniej. Niestety drugiego doganiałem na punktach kontrolnych z tym, że ja na nie przybiegałem a on je opuszczał.


PK 3 polegał tylko na podbiciu karty i informacji czy zostaliśmy „odstrzeleni”. Po PK 3 trasa zrobiła się ciężka – cały czas pod górę, w pewnym momencie zagalopowałem się idąc tylko po śladach a nie wg. mapy, co poskutkowało tym, że musiałem się cofać 200 m pod górę, gdzie spotkałem goniących mnie dwóch uczestników. Droga do PK 4 była stromą ścieżką w dół pośród drzew. Zacząłem schodzić ostrożnie, ale po kilku krokach moja prędkość schodzenia gwałtownie wzrosła i po chwili zacząłem zjeżdżać z dużą prędkością na podeszwach butów lawirując między drzewami i chroniąc przed zniszczeniem to, co najważniejsze, czyli broń. Ostatnie 15m przebyłem jadąc na tyłku. Pozostali uczestnicy zejścia nie poszli w moje ślady i dalej ostrożnie schodzili na dół w takim tempie, że jak opuszczałem PK 4 to jeszcze nie dotarli do niego.
PK 4 – punkt polegał na ważeniu plecaka – mój miał łącznie z prowiantem 15,4 kg. Dłużej trwało samo zdjęcie i założenie plecaka niż jego ważenie. Pędem ruszyłem do PK 5 – trasa szła początkowo w dół a później pod górę leśnymi duktami.
PK 5 – polegał na zapamiętaniu układu figur strzeleckich z losowo wybranych plansz. Ruszyłem ostro w górę po kamieniach do pobliskiego PK 6.
PK 6 polegał na strzelaniu do celów w kolejności zapamiętanej z PK 5. Utrudnieniem było to, że te same figury miały różne kolory – niektóre osoby wpadły w tą pułapkę i strzelały w innej kolejności. Trafiłem wszystko bezbłędnie – trzy strzały, trzy trafienia. Po tym punkcie rozpoczął się najtrudniejszy etap całej trasy – zarówno nawigacyjnie jak i wydolnościowo.

Z PK 6 ostro w górę wąską ścieżką pośród kamieni i mijanych uczestników z poprzedniej tury. W pewnym momencie trzeba był iść na tzw, „czterech” by dać radę wejść na samą górę. Trasa w większości wiodła szlakami turystycznymi niemniej śnieg pozakrywał oznaczenia szlaków i właśnie na tym odcinku zboczyliśmy z trasy większą grupą i nadłożyliśmy jakieś 20-30 minut drogi do PK 7. Jeszcze raz sprawdza się zasada, że nie zawsze większość ma rację. Na tym etapie moja mapa była w takim stanie, że wyciągałem ją tylko w ostateczności a polegałem na tym, co widziałem u innych i (szczerze muszę to przyznać) na śladach na śniegu, co właśnie doprowadziło do nadłożenia drogi. Tam tez po raz pierwszy chwyciły mnie potężne skurcze łydki i trzymały już do samego końca, co były bardzo uciążliwe.
PK 7 znajdował się naszczycie Ślęży – tam był punkt z testem pierwszej pomocy. Stosunkowo łatwy z pytaniami podchwytliwymi niestety nie ustrzegłem się dwóch punktów karnych. Zejście do KP 8 wiodło cały czas z góry przez las – jak dla mnie odpoczynek po forsownym wejściu na szczyt. Całe zejście przebyłem biegiem.
PK 8 polegał na wykonaniu 10 przysiadów i 10 pompek w trzech seriach. Spotkałem tam Radka, z którym żartowaliśmy sobie podczas wykonywania ćwiczeń. I może właśnie te żarty były przyczyną bardzo surowego podejścia do mojej osoby sędziego, który chciał mi doliczyć 60 min kary, – co ostatecznie jednak nie miało miejsca dzięki interwencji kilku osób. Po skończonym ćwiczeniu biegiem do PK 9.
PK 9 – tzw. killing house – zaliczony przez mnie z 5 min karnymi za brak odstrzelenia jednej tarczy. Jednakże czekanie na swoją kolejkę prawie 40 minut i prawdopodobnie doliczenie tego czasu do czasu ogólnego przebiegnięcia uważam za wielkie niedociągnięcie organizatorów. Biegiem do kolejnego PK
PK 10 – znajdował się na szczycie niewielkiego wzniesienia tuż przy Sobótce. Zadanie polegało na dopasowaniu 30 magazynków do leżących 10 replik. Największy problem miałem z repliką strzelby tzw. shotguna – trochę czasu mi zajęło na znalezienie małego przycisku zwalniającego zatrzask włożenia naboju. Po zaliczeniu tego punktu już tylko z górki do Mety.


Przybiegłem, jako drugi w swojej grupie. Ze stratą 2,1 min (bo tyle zajęła mi ostatnia konkurencja na PK 10) do pierwszego.
Pierwsze miejsca końcowe były dla mnie zaskoczeniem, bo nikogo z wygranych nie widziałem w czołówce biegnących. Czyli zyskali na prawidłowo wykonanych PK a nie na czasie przebiegnięcia dystansu – nauczka na następny start.

http://wmasg.pl/public/pub/GFPoint2013/mapacala.jpg
To tyle – jako podsumowanie dodam, że w czasie biegu a także i przed ludzie, przyglądali mi się ciekawie (miałem na rękawach oznaczenia SGO) a niektórzy podchodzili i pytali o SGO oraz wyrażali się w superlatywach o działaniach, które SGO przeprowadza w ramach swojej działalności. Teksty typu: „tak trzymać chłopaki – robicie kawał solidnej roboty” lub „ szkoda, że w naszym mieście nie macie swojego oddziału” słyszałem podczas całego pobytu (zarówno w bazie jak i w czasie biegu). Myślę, że powinniśmy kontynuować starty w takich imprezach, a z czasem nawet warto byłoby wreszcie zaliczyć jakiś sukces a nie tylko być o włos od wygranej. Mam nadzieję, że zarażę innych do udziału w takich biegach nie tylko rekreacyjnie ale z nastawieniem na wygraną.
Panowie – do roboty i na Kaszubskiego Kapra montujemy silną ekipę.

 

Mariusz (SGO Gdańsk)

Z-ca dowódcy Formacji SGO

Copyright © 2010 - 2019 Formacja SGO | Wykonanie: tabodesign.com | Kontakt: kontakt@formacjasgo.pl