20140207 Relacja SGO z Seminarium Drewniak 2014 GRAK

Pozwolę sobie sparafrazować kolegę Montera:

 

Jeśli chcecie się wyspać,

nie przyjeżdżajcie tu.

Jeśli chcecie się najeść,

nie przyjeżdżajcie tu.

Jeśli nie chcecie się męczyć,

nie przyjeżdżajcie tu.

Poznacie Swojego największego wroga – Was samych.

Wynik walki zależy tylko od Was.

 

Seminarium Drewniak 2014, przywitał nas w Muzeum Powstania Warszawskiego, miejsce które przypomina o bolesnym i ważnym momencie historii naszego kraju. Na mnie – jako, że byłem tam pierwszy raz – wywarło ogromne wrażenie, aż żal że spędziliśmy tam tylko 1,5h zwiedzając. W Muzeum odbyło się też oficjalne rozpoczęcie seminarium z udziałem wielu reprezentantów służb różnego rodzaju. Potem nie mogło zabraknąć wizyty całej grupy(która liczyła około 150 osób) na cmentarzu Wojskowym na Warszawskich Powązkach gdzie złożyliśmy znicze na grobach płk. Leszka Drewniaka oraz gen. Sławomira Petelickiego.

 

W środku stoimy w szeregu. Najpierw wyczytują nas nazwiskami. Potem podchodzą do każdego po kolei. Jak w kolejce przed mięsnym. Przede mną stoi „R”. Podchodzi do niego rosły instruktor, z twarzy jak zabójca. Na ulicy raczej unikałbyś jego wzroku. Łapie „R” za ramie, potrząsa – siłownia ?!, wykrzykuje… „R” odpowiada stanowczo, że nie, naturalne. Instruktor pokiwał głową.

Jestem następny. Podchodzi. Klepie mnie porządnie w plecy. Skąd się znamy?! Z zaciśniętymi wargami, bez mrugnięcia patrzy mi prosto w oczy. Odpowiadam, że to nie możliwe, nie znamy się. Ryknął głośniej – na pewno Cie znam! Teraz ja, bez mrugnięcia oczami – jestem święcie przekonany, że nie było sposobności się poznać. Nazwisko ! – znowu ryknął. Odpowiedziałem. Nie było sensu kłamać…i tak już wszystko wiedział.

Naprawdę poruszyło mnie rozpoczęcie seminarium, cała niewiadoma budowała u uczestników wiele emocji i chęć wykazania się w częściach taktyczno-siłowych, natomiast początek wymagał kontemplacji i wyciszenia się. Przypomnienia sobie z czyjego powodu tam jesteśmy i co tak właściwie powinno być fundamentem tego co instruktorzy przekazywali nam od momentu rozpoczęcia tego seminarium. W dzisiejszych czasach niejednokrotnie brakuje budowy więzi z krajem w którym mieszkamy i jego historią a także ludźmi którzy niejednokrotnie za ten kraj przelewali krew, pot i łzy.

(…) Zbiórka. Zmiana sekcji. START. Rozgrzewkę prowadzi młody instruktor. Też poznałem jego historię. Szacunek. To jedno zdanie, słowo, czym mogę wyrazić jego postawę. Nie mam pojęcia ile trwała zaprawa ale jeszcze nigdy tak się nie spociłem… Zaczęły się pierwsze przeciążenia organizmów. Strzelające kolana, naciągnięte ścięgna, krew z nosa. Czas i wysiłek robi swoje. Nie mówiłem o tym wcześniej. Ale po każdej zmianie instruktorzy pytają: „czy ktoś chce zrezygnować? Macie teraz czas”….Nikt nie odpuszcza.

 

I te trzy ostatnie słowa miały bardzo skrótowo opisać resztę weekendu. Ćwiczenia i zadania stawiane przed uczestnikami były dobrane stopniowo, w ten wzrastający wysiłek została wpisana nauka różnych elementów. Od topografii zaczynając, przez pierwszą pomoc na elementach przetrwania na tyłach wroga, ale wszystko miało znaczenie i żadne zdanie nie było wypowiedziane bez powodu. Prędkość 7km/h poruszającego się w wodzie BWP będę pamiętał do końca życia. W miarę wzrastającego zmęczenia, ciągłej gotowości do przemieszczania i bardzo niewielkiej ilości snu, wzrastał też poziom stresu który był wplatany w szkolenie, instruktorzy przestali pozwalać – zaczęli wymagać. Bardzo ciekawie grało to na psychikę większości ludzi, zmęczenie i pot z dodatkiem krzyczanych rozkazów, rozkojarzenie, ciemne pomieszczenia…to uwalnia wiele z ludzkiej natury.  I uwalnia to co korzystne – jak chęć pomocy kolegą z grupy,  jak i skrajne postawy: negacji wszystkiego i degenerującego wpływu na resztę, przez głupią dumę, która sumarycznie kosztuje innych. Nagle uzupełnienie sumy do 9, to 14, nie pamiętasz ksyw ludzi z którymi spędziłeś ostatnie 8h, ba musisz się czasami ukradkiem upewnić co do własnego numeru mimo tego że nie zmienił się od 2 dni. Są też momenty zwykłych rozmów i śmiechu, historii ludzi którzy na tym, co nam pokazują spędzili całe życie. Ale patrząc z perspektywy to była chwila a wydawało się że śmiech i ciepło ogniska to wieczność.

(…) Powiem tylko tyle, że już byłem prawie 24 godziny na nogach. A przemarsz był mocny. Jak to stwierdzili instruktorzy: „Im szybciej zakończysz tym więcej odpoczynku.” Taki mały żarcik z ich strony…

Do miejsca zbiórki dotarliśmy około 10 minut po pierwszej grupie. Godzina 5 z kawałkiem. Ja już wiedziałem, że w tych butach nie dam dalej rady.  

 

I dalej wysiłek, pot, chwila wytchnienia tylko po to, żeby na koniec dać ostateczne zadania dobijające fizyczne. Każdy osiągał jakąś swoją granicę, czy to psychiczną czy to fizyczną, czasami obie. A potem było to, co jedna z Instruktorek nazwała “cyk”.

“Cyk” i możesz iść kilometrami z plecakiem, “cyk” i możesz spędzić niezliczoną ilośc czasu w podporze przodem, nie musisz jeść, nie czujesz pragnienia, po prostu walczysz dopóki ostatnie baterie i zasilanie awaryjne nie zostanie odciętę.

 

Wiem jedno, za rok będę tam z powrotem. Bogatszy w doświadczenia, wiedzę. Mam 364 dni na przygotowania. To dużo. Byłem w Alpha. To zobowiązuje.

Seminarium Drewniak to doświadczenie, które formuje człowieka, pokazuje mu do czego jest zdolny z czego może nie do końca zdawał sobie sprawę. Dowiesz się też co należy poprawić, w którą stronę masz iść żeby Twoje ciało i umysł były gotowe na wszystko.

 

Na seminarium SGO reprezentowali:

Biedrona (Alpha/SGO WORT)

Cube (Alpha/ SGO Gdańsk)

Monter (Alpha/SGO Gdańsk)

Los (Alpha/SGO WORT)

Radek (Alpha/SGO WORT)

 

Zdjęcia dzięki uprzejmości GRAK. Dowództwo SGO pragnie podziękować organizatorom za zaproszenie na seminarium.

Copyright © 2010 - 2021 Formacja SGO | Wykonanie: tabodesign.com | Kontakt: kontakt@formacjasgo.pl